Posty

Wyświetlam posty z etykietą muzyka

Od niego do wieczności

Obraz
  Nick Cave w gliwickiej Arenie ( źródło ) Just breathe! Just breathe, just breathe, just breathe! Po prostu oddychaj!     Nie zliczę ile razy Nick Cave wyszeptał, wypowiedział, wykrzyczał i wydyszał tę mantrę w czasie sierpniowego koncertu w gliwickiej Hali Arena. Ale chyba była taka potrzeba, bo koncert The Bad Seeds był doprawdy zapierający dech w piersiach.     Nie będę udawał, że jestem specjalistą w zakresie twórczości Australijczyka. Podobnie jak większość, kojarzyłem głównie pławienie Kylie Minogue w teledysku do „Where the Wild Roses Grow” i zmysłowy z taniec z PJ Harvey w klipie do „Henry Lee”. Jeśli do tego dorzucić pobieżną znajomość kilku „radiowych” utworów zespołu, z którym Nick Cave gra od 1984 roku, to właściwie nie wiedziałem nic. Oprócz tego, że idę na koncert Legendy.    Zacząłem od sprawdzenia setlisty. Jedną z najważniejszych zdobyczy internetu nie jest Instagram ...

Beethoven X

Obraz
  Ludwik van Beethoven ( źródło ) Może doszła do Ciebie wiadomość, że 09 października 2021 obchody dwieściepięćdziesiątejpierwszej rocznicy urodzin Ludwiga van Beethovena uświetni prapremiera jego X Symfonii.    Hola, hola! – zawołasz. Przecież ogólnie wiadomo, ze Beethoven skomponował dziewięć symfonii (finałowa „Oda do Radości” tej ostatniej stanowi „hymn” UE). Skąd się wzięła ta nadmiarowa? Zresztą, mowa o prapremierze – gdyby Ludwik ją naprawdę napisał, to chyba przez ćwierć millenium ktoś by ją zagrał?    W tym miejscu muszę się odwołać do beethovenowskiego „starszego kolegi”. Mozart (bo o nim to mowa) także nie dokończył swego wielkiego dzieła, jakim było „Requiem”. Napisał sporą część, lecz dokończyć prace musieli Joseph Eybler i Franz Xavier Süssmayr. M. Forman w swoim słynnym filmie „Amadeusz” (skądinąd świetnym) zamienił ich na kompletnie fikcyjną postać, której nadał nazwisko Antonio Salieriego. Fikcyjną, gdyż historyczny Antonio nie...

Wiązanka przebojów pogrobowych

Obraz
     Ostatnio opublikowano nowy utwór zespołu NIRVANA. Ma tytuł „Drowned in the Sun” i śpiewa go sam Kurt Cobain.    Gdy swego czasu pisałem o nowym występie Petera Cushinga w „GwiezdnychWojnach: Łotrze 1”, miałem wrażenie, że kino stawia jakiś kolejny kamień milowy po wywiadzie Lennona w „Forreście Gumpie”. Nie było jeszcze chyba takiego przełomu w muzyce.    Chciałbym zostać dobrze zrozumiany. Nie chodzi o to, żeby „sztuczna inteligencja”, zwana dalej AI, tworzyła muzykę. Chodzi o to, by AI tworzyła utwory znanych i lubianych wykonawców. Na przykład takich, których śmierć zabrała w wieku lat 27.   Fragment ekipy „Klubu 27” ( źródło )    Niesławny „Klub 27” to nazwa pewnego zbioru artystów, którzy pożegnali się z życiem w wieku 27 lat w sposób niekoniecznie naturalny . Do najsławniejszych należą J. Hendrix, A. Winehouse, Kurt Cobain (NIRVANA) , J.-M. Basquiat (malarz/graficiarz odkryty przez A. Warhola) , D....

Ogniem i Mieczem: subiektywna wyprawa folk-rockowa

Obraz
  Maria Franz z HEILUNG ( źródło ) Nasza muzyka ludowa to nieruchoma śpiąca królewna z dawnych stuleci. Musimy ją zbudzić. Musi zespolić się z dzisiejszym życiem i rozwijać się razem z nim. Tak jak jazz: nie przestając być sobą i nie tracąc własnej melodyki i rytmu, musi tworzyć własne, coraz to nowe etapy. I musi mówić o naszym dwudziestym wieku. Stać się jego muzycznym zwierciadłem. To nie takie łatwe. To gigantyczne zadanie. M. Kundera „Żart” (tłum. E. Witwicka) Dziś zmieniamy zupełnie kierunek podróży. Zabieram Cię na wędrówkę muzyczną nie do końca oczywistym szlakiem. Aby wycieczka miała sens przede wszystkim musisz mieć czas. Jakieś pół godziny do trzech kwadransów. A do tego spokój, ciszę i warunki, by nikt nie przyszedł i nie zapytał, czy już wzywać pomocy medycznej. Słuchawki mogą być wystarczające, pod warunkiem, że nie zaczniesz klaskać, śpiewać, bądź brykać, ściągając na siebie ludzi, którzy w dobrej wierze będą chcieli nam przerwać wycieczkę. Oczywiście, możesz...

Ars

Obraz
Całkiem niedawno (rok temu) Maurizzio Cattelan przykleił banana do ściany w czasie art Basel Show w Miami i nazwał swoją instalację „Comedian”. Dzieło zostało sprzedane za 120 000 dolarów. W czasie trwania wystawy performer David Datuna podszedł do instalacji i banana zjadł. Swój perfomance nazwał „Głodny artysta”. M. Cattelan „Comedian” ( źródło )   No i co Ty na to?     Czy to jeszcze jest sztuka, czy tylko zgrywa? Czy można nazwać żart sztuką? Czy przyklejenie banana poza przestrzenią wystawową byłoby nadal sztuką?     Czym w ogóle jest sztuka?     W internetach rzeczony banan z Miami zdetonował całą lawinę komentarzy, z których na pewno można wysnuć wniosek, że definicja „sztuki” należy do tej samej klasy zagadnień metafizycznych co „prawda” i „dupa”, czyli, że każdy ma własną.    Zacząłem się i ja zastanawiać nad swoim pojęciem sztuki, żeby prócz rzeczonej wyżej dupy, mieć coś jeszcze do kompletu, bo...

Bańki pełne lemingów

Obraz
Jesienią 2014 roku kanadyjska wersja serwisu iTunes w wyniku błędu „opublikowała” rzekomy utwór Taylor Swift pt. „Track 3” („Ścieżka 3” lub „Utwór trzeci”, jak wolisz), którego zawartością było jedynie osiem sekund białego szumu.     I pewnie nie byłoby o czym pisać, gdyby nie fakt, że bardzo szybko utwór ten osiągnął czołowe miejsce na liście najlepiej sprzedających się piosenek tamtejszej filii serwisu. Sprzedających. Bo za prawo do jego wysłuchania należało zapłacić ponad dolara. Pisano o tym dość dosadnie w Time , w Altpress i Slash Gear . Niczym refren pojawia się refleksja, że fani TS kupią absolutnie wszystko, co będzie sygnowane przez ich idolkę. No cóż, życie. Nic nowego.     Zastanowił mnie jeden aspekt tego zdarzenia: Dlaczego fani wybierali ten właśnie kawałek spośród kilku utworów, które tamtego dnia się pojawiły (m. in. „Welcome to New York”, opublikowany w tym samym czasie i znajdujący się na podium za feralnym „Track 3”)? Dlaczego...

Człowiek z „Marco Polo”, cz.1

Obraz
Mazury są dla mojego pokolenia żeglarzy matecznikiem. Tam się wychowaliśmy, jakby w drugim domu rodzinnym. A każdy rodzinny dom ma swój folklor, w tym przyśpiewki. Typowymi dla żeglarzy szuwarowo-bagiennych pieśniami były te, które sławiły uroki mazurskiego zacisza, strzechy pośród borów i majestatyczne chmary komarów, co łacno poznać po typowo mazurskich tytułach: „Pożegnanie Liverpoolu”, „Stara Maui”, „Sacramento”, „Hiszpańskie dziewczyny” oraz „Marco Polo”. "Marco Polo" pod pełnymi żaglami ( źródło )     Pieśń żeglarska (nie, nie szanta, szanta to specyficzna pieśń żeglarska, pieśń pracy) pt. „Marco Polo” nie opowiada o słynnym podróżniku, który nigdy Kitaju nie oglądał, ale o noszącym jego imię kliprze, czyli bardzo szybkim żaglowcu z XIX wieku. Klipry były wykorzystywane do przewożenia towarów, które miały szybko dotrzeć do Europy. Dwa szlaki były szczególnie ważne: herbaciany, wiodący z Chin (regaty kliprów herbacianych to osobna historia) i wełniany, aus...

Wdowi post

Obraz
Wyobraź sobie, że wchodzisz ciemną, zimową nocą do wanny pełnej ciepłej, aromatycznej wody. Łazienka jest skąpana w półmroku płomieni dziesiątek świec. Twoje zziębnięte ciało zdaje się tajać pod dotykiem wody. Przymykasz oczy i pogrążasz się w doświadczeniu ciepła, komfortu i spokoju.    O czym ja piszę? O muzyce.    Zazwyczaj pod koniec roku popełniam posta o utworze lub płycie roku. Tym razem będzie to „zespół roku” i od razu trzy płyty i cały bukiet utworów. Zespół nazywa się TRUE WIDOW i w sumie w tym roku nic nowego nie wydał. Ale niemal rok temu w zakładkach opatrzonych etykietką „do sprawdzenia” zostawiłem sobie link do ich płyty „Circumambulation”. Gdy ją sobie wrzuciłem do posłuchania, poczułem mniej więcej to, co opisałem w pierwszym akapicie.     Jaka jest ta ich muzyka? Wolna i ciężka. Ten wyświechtany frazes jest w ich przypadku niezwykle stosowny. Ba, rzekłbym, że jest to jedyny zespół, którego muzykę mógłbym opisać tą koniunkcją...

Piosenka roku 2014

Obraz
Zbiera się ludziom na koniec roku na różne podsumowania. Wpisując się w ten nurt chciałem Wam napisać jaki utwór muzyczny określiłbym moją „piosenką roku”, czy też który z albumów byłby moim „płytą roku”.    Okazało się, że albumy takie są dwa. Nie potrafię powiedzieć teraz, który  z nich podoba mi się  bardziej. Nie potrafię powiedzieć, który z utworów bardziej zasługuje na pokreślenie go „piosenką roku”, choć to określenie jest z gruntu fałszywe, gdyż jeden utworów jest instrumentalny. Zatem zaprezentuje je w kolejności alfabetycznej.    Pierwszy zatem BRUNT z Guernsey, niezwykle dziwnej wyspy na Kanale La Manche, która leżąc o rzut beretem od francuskiego wybrzeża podlega koronie brytyjskiej, lecz nie należy do Unii Europejskiej. Z resztą, nie jest ważne komu kłaniają się mieszkańcy tej wyspy, lecz jak zaczarowaną muzykę BRUNT potrafi zagrać. Na swoim debiutanckim albumie o tytule „Brunt” oferują cudną odtrutkę na pop-rockowe zagubienie. Silny, gęs...

Konkluzja wujka Staszka #4: Sztuka w cieniu cyca

W Krakowie rozpoczęła się kolejna edycja festiwalu Unsound. Jest to jedna z najważniejszych imprez tego typu w Europie. Wielkie święto muzyki eksperymentalnej, radykalnej w swym poszukiwaniu granic i nowych terytoriów. Nawet więcej niż tylko muzyki – Sztuki Eksperymentalnej i Zmuszającej Do Myślenia, gdyż kooperacja Jana Klaty i V/Vm w postaci spektaklu „Ubu Król” w reżyserii pierwszego i oprawie muzycznej drugiego to Sztuka. Dla chętnych: 19.10.2014 w Teatrze Starym. Szkoda, że mnie to minie.     Ale któż prócz małe garstki zapaleńców wie, że startuje Unsound? Garstka słuchaczy PR2, którzy zauważyli krótkie wypowiedzi promocyjne pani dyrektor festiwalu. A tymczasem o Unsound dwa lata temu pisali wszyscy. Jako przykład podam dwa fragmenty artykułów: 400 tysięcy złotych przekazało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na dofinansowanie Unsound Festival w Krakowie. Tymczasem okazało się, że jedną z gwiazd festiwalu będzie amerykański zespół aTelecine, w którym ...

Pożegnanie Wojciecha K.

Nie był ten rok dla nas zbyt łaskawy, jeśli chodzi o odejścia . Choć optymiści mogliby (pewnie najzupełniej słusznie) rzec, że mogło być znacznie gorzej.     U progu 2014 roku odszedł od nas Wojciech Kilar.     Kim był? Ktoś powie: kompozytorem. A co komponował? No, muzykę, oczywiście, ale jaką? Gdzie ją można było usłyszeć? Wielu ludzi powie, że słyszeli ją w filmach. No tak, „Dracula”, „Pianista” , może ktoś pamięta, że „Rejs”. Ale komponowanie muzyki filmowej było jego źródłem zarobkowania, powołaniem była muzyka, która napełniała sale koncertowe. Jeszcze teraz pod czaszką piłuje mnie niesamowity rytm „Orawy”, która jest fenomenalną fuzją wszystkiego co dał folklor podhalański z muzyką nowoczesną. Muzyką nowoczesną, którą w w naszych czasach tworzyło między innymi czterech wspaniałych polskich kompozytorów: Lutosławski, Górecki, Kilar, Penderecki.     Z tej czwórki pierwszy nie żyje już dziesięć lat. Mało kto spoza tak zwanego „środ...

W nieciasnej niszy

Jak bardzo niszowej muzyki słucham zorientowałem się, gdy płytę grupy ZESPÓŁ POLSKI pt. „Muzyka Nizin” nabyłem za kwotę 5,45 zł (słownie: pięć złotych polskich czterdzieści pięć groszy).    Na początek wyjaśnię czym jest ZESPÓŁ POLSKI. Istniejąca od 1995 grupa pod światłym przewodnictwem pani Marii Pomianowskiej zajmuje się muzyką ludową, tak, jak ją rozumiano jeszcze sto lat temu, nim muzyką ludową stał się utwór „Ona tańczy dla mnie”. Jednym z najważniejszych dokonań pani Marii et consortes była rekonstrukcja suki biłgorajskiej , strunowego instrumentu przypominającego źle wykonane skrzypce, na którym gra się w pozycji kolanowej (przypominającą trochę grę na wiolonczeli). Ekipa ZESPOŁU POLSKIEGO zbiera (lub zbierała) stare utwory ludowe z uwagą i podejściem etnologów jednocześnie zdradzając wrażliwość artystów muzyków. Są dla polskiego folkloru (nie folku! To nie jest GOLEC UORKIESTRA!) tym, czym Thor Hayerdahl dla żeglarstwa (facet przepłynął Atlantyk na łodzi z sito...

(Nie) wszystkie szczęśliwe powroty

Jako że rok 2012 już nam się chyli ku końcowi, zaczynają się pojawiać różne myśli podsumowujące. Z mojej perspektywy jako ważne oceniam dwa „powroty”: Ridleya Scotta do świata „Obcego” i DEAD CAN DANCE do szerzej pojętego świata muzyki, zarówno poprzez wydanie nowej płyty, jak i trasę koncertową.    Jak to jednak bywa z wiadomościami, jedna jest zazwyczaj trochę gorsza od drugiej. Nie to, żeby zła. Po prostu... niedobra. I od niej zaczniemy.     Początek „Prometeusza” jest intrygujący – planeta, ale nie wiemy jaka, humanoid, ale nie człowiek. Co robi? Połyka dziwną substancję nad brzegiem wodospadu. Wodospad niczym nie przypomina tego z „Błękitnej laguny” - szara woda przetacza się z hukiem po szarych skałach. Szare jest także niebo. Humanoid przełknął wszytko do końca i... umarł. Zginął w męczarniach strawiony dziwną, czarną substancją, którą połknął. Jego szczątki wpadają do wody i w ujęciu kojarzącym się ze wstawkami animowanymi do serialu „Dr House”, z...