Posty

Wyświetlam posty z etykietą Biblia

Jesień w Edenie

Obraz
Olga Tokarczuk w swych „Księgach jakubowych” zawarła informację, jakoby Józef Flawiusz, historyk żydowski, lokował stworzenie świata w czasie jesiennej równonocy. Argumentować miał to faktem, że feralne jabłko, na które połakomić mieli się pierwsi rodzice, wisiało już dojrzałe na drzewie. Argumentacji tej zupełnie nie popiera bohater książki, ksiądz Benedykt Chmielowski, pierwszy nasz encyklopedysta, rozumując, że tak proste owoce, to sobie Stworzyciel mógł gotowe sprokurować o dowolnej porze roku.     To, że umysły obu światłych mężów zachowują się z gracją przyrodzoną złoczyńcom, którzy przyszli do Kevina samego w domu, nie zmienia tego, że zabawnym jest pominięcie różnicy pomiędzy czasem fabuły a czasem lektury lub uznanie któregokolwiek za liniowy.     Nieodżałowany profesor Umberto Eco miał całkiem pouczający wykład na ten temat w swoich „Sześciu przechadzkach po lesie fikcji” i właściwie mógłbym na tym odesłaniu poprzestać. Ale nie mam złudzeń,...

Babel 2.0

Obraz
Kiedyś w „Małym antyporadniku życia” pióra Charlesa Dane’a przeczytałem antyporadę, która stanowiła zachętę do oszukiwania dzieci, bo z nimi to zawsze wychodzi. Ostatnimi czasy ku mojemu przerażeniu odkryłem, że powszechnie stosowana jest inna zasada: oszukuj dorosłych dodając na początku wypowiedzi sugestię, że wszystkie dotychczasowe informacje są kłamstwem, a teraz dowiedzą się prawdy – to zawsze zadziała. Innymi słowy: jeśli zaczniesz swoją wypowiedź od słów: „jesteście oszukiwani; prawda jest taka, że ...”, to możesz iść pod prąd całej medycyny zalecając terapię polegającą na wlewaniu w żyły perhydrolu (czyli roztworu nadtlenku wodoru dziesięciokrotnie bardziej stężonego niż woda utleniona) i możesz zawojować świat. Możesz mówić, że Ziemia jest płaska. Że sieci 5G powodują choroby wirusowe a za wszystkim stoi facet, który przed pandemią ostrzegał kilka lat temu.     Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Dlaczego ludzie zaczęli tracić rozsądek? Śmiem twier...

Pytania retoryczne: Haqeldama

Czy żałujesz teraz swojego czynu? Pytasz o samobójstwo, czy zdradę?  Może najpierw o zdradę. Oczywiście, że żałuję. Inaczej bym się nie powiesił. Choć nie jest to takie do końca oczywiste. Co nie jest oczywiste? W powszechnej opinii zostałem opisany jako łotr, złodziej i sprzedawczyk, który zdradził najukochańszego człowieka pod słońcem. Ale to nie jest takie czarne, jak się wydaje. Nie? Po pierwsze: ktoś musiał.  Ktoś musiał zdradzić? Dokładnie tak. Chrystus Pan musiał trafić w ich ręce. Nie ma odkupienia bez męki i zmartwychwstania. A bez mojej zdrady by się to nie stało. Przecież mogli go pojmać w mieście, gdy głosił nauki. Ale tego nie zrobili. Nie potrafili podnieść na niego ręki, gdy stał w świetle dnia. A w nocy wychodziliśmy za miasto, żeby się ukryć.   Gdyby Chrystus chciał być wydany, to by się nie ukrywał. Myślisz, że poszedłby sam do kapłanów i powiedział „Skujcie mnie, bo już dosyć mam waszego ociągania się. Pascha idzie...

Wieżowiec pełen mroku

Mrok to podwójny: zarówno związany z awariami i sabotażem instalacji elektrycznej (z resztą – każdej), jak i mrok ducha, mrok, w którym rozum śpi i budzą się demony.     Czym właściwie jest powieść Ballarda z 1975 roku pt. „Wieżowiec” (oryginalny tytuł to „High Rise”)? Opowieścią o stratyfikacji społecznej? O mechanizmach przemocy i dominacji? O historii obłędu i jego źródłach w naszych umysłach – to byłoby łatwe szufladkowanie. Wtedy można byłoby powiedzieć: ot, cały Ballard. Ale to nie tak. Możemy stworzyć w swoich umysłach szufladkę, w której znajdą się wszystkie utwory Ballarda, która pozwoli nam stwierdzić, że facet pisał ciągle o tym samym, ale nic nie zmieni tego, że sama szufladka jest odmienna i niepokojąca. Że Golding napisał „Władcę Much” jednego i już otacza go nimb analizatora społecznego, a Ballard napisał naście powieści i wszyscy pamiętać mu będą tylko „Imperium słońca” i film Cronenberga pt. „Kraksa”.     W wieżowcu mamy do czynienia z...

Urbanistyka nomadów, czyli wznoszenie Wieży Dubaj

Pułkownik przyjął mnie po kolacji. Siedząc na patiu, w bujanym fotelu, chaotycznie, ale z uwielbieniem zaczął wspominać te czasy. Mówił o amunicji, która nie nadchodziła, o padających z wycieńczenia koniach, o ludziach koloru ziemi, tkających w półsennym marszu niekończące się labirynty, o Saravii, który mogąc wmaszerować do Montevideo, ominął je i poszedł inną drogą, bo „gauczo lęka się miasta”. J. L. Borges „Powtórna śmierć” Pisząc o wieży Babel w kontekście konfliktu koczownicy-rolnicy postawiłem tezę, że Księga Rodzaju jest skażona przez ten pasterski punkt widzenia. Obrzydzenie koczowników do osiadłych ludów musi skutkować niechęcią do miast jako ukoronowania życia stacjonarnego. Podałem przykład wieży Babel jako takiego „przemyconego” do Biblii mitu, ale ślady tego trybu myślenia znaleźć można na każdym kroku.     Czy wiecie jakie miasto pojawia się w Biblii pierwsze? Nie Babel. Tym bardziej nie chaldejskie Ur. Otóż jest to Henoch, miasto założone przez Kai...

Kopanie szybu Babel

Najsampierw muszę wyjaśnić, że moje rozmyślania na tematy starotestamentowe nie mają charakteru antyreligijnego. Nie chodzi mi, by odzierać święte pisma z ich niezwykłości i sprowadzać do zbioru opowieści pod tytułem „Klechdy hebrajskie”. Raczej zauważam ich skomplikowaną genezę i naleciałości, które same w sobie są dla mnie fascynującym zabytkiem archeologii myśli i fabuł.     A teraz do ad remu .     Kogo Bóg uczynił nosicielami swojego Słowa? Koczowników. Skąd pewność w moim stwierdzeniu? Ano z pierwszej w historii sprawy kryminalnej, czyli zabójstwa Abla (Rdz 4,1-15). Przeczytajcie proszę uważnie. Kolejność jest taka: najpierw powiedziano, że Kain jest rolnikiem, zaś Abel – pasterzem. Potem, że każdy składał ofiary Bogu. Następnie, że Bóg nie chciał patrzeć na ofiarę Kaina, zaś ofiarę Abla przyjął. Dopiero gdy dochodzi do pierwszej rozmowy Kaina z Panem, Pan usprawiedliwia swą wzgardę wspominając coś o bliżej nieokreślonych grzechach Kaina. No i Ka...

Gdyby tylko Akwinata wiedział...

   Tukidydes spychający nas na krawędź konfliktu nuklearnego nie wyczerpuje problemów tłumaczeń z języków martwych. Klasycznym tego przykładem jest niekończący się proces tłumaczenia Starego Testamentu. Czasami wydaje mi się, że muzułmanie mają rację, gdy twierdzą, że należy raczej uczyć się arabskiego, niż tłumaczyć Al-Quran. Na przykład w Księdze Rodzaju już w drugim wersie trafiamy na minę w postaci frazy tohu wa bohu . O ile wyraz wa oznacza spójnik „i”, to pozostałe wyrazy tak ślicznie się rymujące nie występują nigdzie poza tym wersem. Wariant nadający znaczenie „chaos i nieład” jest pewnego rodzaju wariantem optymalnym, w sensie „nic lepszego na razie nie odkryliśmy, więc przyjmijmy, że to właśnie oznaczają”.      Gorzej, gdy przejdziemy do Księgi Wyjścia i tam w rozdziale trzecimi czternastym wersie lokator gorejącego krzewu przedstawia się jako 'ehjeh 'aszer 'ehjeh , znane w naszym tłumaczeniu jako Jestem Który Jestem . Wspaniałe. Doskonale roz...