Posty

Wyświetlam posty z etykietą opowiadania

Wyroby własne: „O czarcie z jeziora”

Obraz
  Witam Cię po drobnej i niezapowiedzianej (ale też i niespodziewanej) przerwie.     Dzisiejszy post jest jedynie drobną informacją i zachętą, by sięgnąć po kolejny, czterdziesty piąty numer internetowego periodyku poświęconego literaturze grozy, jakim jest magazyn „Histeria”. Całkowicie darmowy, zarówno od strony twórców, jak i czytelników, wydawany co dwa miesiące, zawiera wybór opowiadań należących do szeroko rozumianego horroru.    W tym numerze zamieszczono moje opowiadanie pt. „O czarcie z jeziora”. To drugie opowiadanie po zeszłorocznym „Ostatnim domu przy Cornland Road” . Cały numer do pobrania tu .    Niestety, pani Joanna Widomska nie wykonywała tym razem okładki, więc nie licuje ona tym razem z atmosferą opowiadań. I dlatego ilustracyjnie poprzestanę na innym obrazku. Takie tam z ziomkami na bagnach ( źródło ) Ten śpiew usłyszeliśmy już pierwszego ranka. To znaczy nie wiem, czy była to ta sama pieśń co w czasi...

Wyroby własne: „Ostatni dom przy Cornland Road”

Obraz
Nie wiem, czy to samochwalstwo, autopromocja, czy zwyczajny komunikat. Załóżmy, że to ostatnie. Zapraszam do lektury mojego opowiadania pt. „Ostatni dom przy Cornland Road” w majowym numerze internetowego magazynu „Histeria” (numer XXXVIII ), który można całkowicie bezpłatnie pobrać z tej oto strony internetowej: http://magazynhisteria.pl/czytajpobierz/ Miłej lektury! Podobno przywiózł ze sobą jakąś dziwną skrzynkę, niewiele większą od futerału na skrzypce, w której coś grzechotało z pogłosem, jaki nie przystoi małym drewnianym skrzynkom. Podobno były to kości diabła. Podobno od czasu, gdy się sprowadził na bagna, zaczęły się tam dziać złe rzeczy – ludzie znikali w lesie, krzyczeli w snach, kobiety częściej rodziły martwe dzieci. Ale nikt nie był w stanie udowodnić, że jest to związane z de Kokiem. W końcu Chesapeake w Wirginii to nie Salem w Massachusetts, a i półtora wieku wystarczyło, by ludzie ochłonęli i pr...

Spacerując ulicą Krokodyli

Obraz
„Ulicę Krokodyli”, animację braci Quay z 1986 roku miałem okazję zobaczyć po raz pierwszy gdzieś w drugiej połowie lat 90. Nie wiem, czy to w telewizji publicznej, która przeżywała wtedy stulecie sztuki kinowej, zamiast benefisów gwiazd muzyki biesiadno-weselnej, czy też na jakiejś zajechanej kasecie VHS, dwunastej kopii tego, co Gutek Film wypuszczał na rynek wypożyczalni wbrew kramiarskiej logice, że tylko seks i przemoc przyniosą zysk. Kadr z filmu Ulica Krokodyli (1986, reż. T. i S. Quay) Film mnie zaintrygował. Coś tam, ktoś tam przebąkiwał, że Schulz, że „Sklepy cynamonowe”. Ale ja byłem wówczas uczniem technikum, której to szkoły nie było stać intelektualnie na przerabianie Schulza. Głównie z uwagi na ubóstwo intelektualne jej uczniów.     Zupełnie nie znając zatem tekstu ani kontekstu filmu obserwowałem fantasmagoryczną przygodę lalkowego dżentelmena, który przemieszcza się w ciemnych, klaustrofobicznych przestrzeniach, by spotykać inne lalki. Inne...

"Pułapka na minotaury"

Obraz
No i stało się.     Trochę chciałbym Ci wytłumaczyć się z mojej dwuletniej nieobecności. Robiąc ileś rzeczy naraz (boć z blogowania się w moim przypadku nie żyje) dotarłem do miejsca, w którym musiałem odpuścić niektóre formy aktywności. M. in. blogowanie, które, jak zauważyłem, stało się nieco wysilone. Skoro nie muszę, to po co robić coś byle jak i bez serca?     Dwa lata mnie nie było. Przez ten czas kończyłem pisanie opowiadań, dobierałem je, układałem na swoich miejscach, a przede wszystkim redagowałem we współpracy z nieocenioną panią Teresą Leśniak. Musiałem trochę tez nauczyć się o składaniu ebooków formacie EPUB, poznać arkana nadawania numerów ISBN i dopełnić pewnych formalności w moim miejscu zarobkowania.     Teraz mogę już zaprezentować gotowy wytwór – zbiór opowiadań pod tytułem „Pułapka na minotaury”. O czym to jest? Wyobraź sobie. Wyobraź sobie, że przeczytana książka może zmienić Twój świat. Dosłownie. Wyob...