Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wizyta starszej pani

Pytania retoryczne: Haqeldama

Czy żałujesz teraz swojego czynu? Pytasz o samobójstwo, czy zdradę?  Może najpierw o zdradę. Oczywiście, że żałuję. Inaczej bym się nie powiesił. Choć nie jest to takie do końca oczywiste. Co nie jest oczywiste? W powszechnej opinii zostałem opisany jako łotr, złodziej i sprzedawczyk, który zdradził najukochańszego człowieka pod słońcem. Ale to nie jest takie czarne, jak się wydaje. Nie? Po pierwsze: ktoś musiał.  Ktoś musiał zdradzić? Dokładnie tak. Chrystus Pan musiał trafić w ich ręce. Nie ma odkupienia bez męki i zmartwychwstania. A bez mojej zdrady by się to nie stało. Przecież mogli go pojmać w mieście, gdy głosił nauki. Ale tego nie zrobili. Nie potrafili podnieść na niego ręki, gdy stał w świetle dnia. A w nocy wychodziliśmy za miasto, żeby się ukryć.   Gdyby Chrystus chciał być wydany, to by się nie ukrywał. Myślisz, że poszedłby sam do kapłanów i powiedział „Skujcie mnie, bo już dosyć mam waszego ociągania się. Pascha idzie...

Odejście Baltazara

Wyszedłem wczoraj na popołudniowy spacer. Włączyłem radio w komórce i nastawiłem na „Trójkę”. Właśnie Adam Ferency zaczynał czytać jakiś tekst. Po kilku zdaniach zorientowałem się, że czyta „Baltazara”, autobiografię Sławomira Mrożka. I gdy skończył czytać, egzaltowano-omdlewający głos pani Marcinik w niezwykle poważnej tonacji przypomniał o informacji z przedpołudnia: w Nicei zmarł Sławomir Mrożek. Aż stanąłem w miejscu. Prowadzony przeze mnie pies zatrzymał się również i i zdziwiony obejrzał się – wszak niespodziewane stawanie przy drodze było dotąd jego domeną.     Podobno ongi Kazimierz Dejmek zapytany o kondycję dramatu polskiego powiedział, że póki mamy Sławomira Mrożka, jest o polski dramat spokojny. K. Dejmek odszedł od nas w Sylwestra 2002 roku, więc spokojny był do końca. Teraz zacząłem niespokojny być ja.    Nie będę udawał, że jestem Mrożka znawcą, czy że byłem z jego twórczością „na bieżąco”. Przypadek zrządził, że kilka miesięcy temu do ręk...

Opętani językiem

Abu Al-Walida Muhammada Ibn Ahmada Ibn Muhammada Ibn Ahmada Ibn Ahmada Ibn Ruszda zwanego Awerroesem poznajemy gdy w swym domu w Marrakeszu od niechcenia pisze swoje najsławniejsze dzieło „Tahafut al-tahafut”, polemikę w obronie Arystotelesa. Lecz jego prawdziwym wyzwaniem jest próba przetłumaczenia arystotelesowskiej „Poetyki” na arabski. Dokładnie rzecz ujmując ma problem z tłumaczeniem pojęć tragedia i komedia . Nie ma zielonego pojęcia co te słowa mogą oznaczać. Ba, nikt w świecie islamu nie ma nawet cienia przypuszczenia. Słowa te są enigmatyczne jak tohu wa bohu w pierwszych wersetach Księgi Rodzaju.     Awerroes jest mądry. Wie, że odpowiedź może być niezmiernie blisko. Patrzy więc przez okno na dzieci bawiące się w meczet: jedno naśladuje muezzina, drugie wiernego, trzecie, niosąc pierwsze na ramionach, jest minaretem. Potem idzie na spotkanie do Faradża – prominentnego badacza Koranu, u którego towarzystwo rozmawia na temat wyobcowania, poezji i dziwnych zwy...