Posty

Wyświetlanie postów z 2020

Ars II: od fontanny do komedianta

Obraz
Kontynuując nasze zastanowienia pod tytułem „banan a sprawa sztuczna”, popatrzymy na nieszczęsny owoc z kolejnej perspektywy. Nieostatniej.     Przypominam gwoli formalności, że rozważamy instalację pt. „Komediant” M. Cattalana, który w grudniu 2019 nazwał tak przyklejonego do ściany banana.    Pierwsza to odbiorca pozbawiony jakiegokolwiek obycia ze sztuką po 1900 roku. Czyli większość absolwentów podstawówek od lat osiemdziesiątych zeszłego wieku. Taki człowiek widzi powszechnie spotykany w markecie owoc i równie powszechnie w tym samym markecie występującą taśmę samoprzylepną i pyta: gdzie tu sztuka? I ja go rozumiem. Bo on czeka na sztukę, którą w języku polskim opisuje postniemieckie słowo „kunszt”, które oznacza pewną biegłość artysty. Dla niego sztuką przez wielkie „SZ” będzie szkic fotorealistyczny. Bo wykonanie czegoś takiego wymaga biegłości w posługiwaniu się ołówkiem. Kunsztu.    Jest rok 1913. Marcel Duchamp przedstawia swoją… rzeźbę? Swój tak zwany „ready-made” pt

Moce astrologów

Obraz
Gdy chodziłem do szkoły, uczono nas o rodzajach narracji. Że narracja w utworach fabularnych jest pierwszoosobowa lub trzecioosobowa i prowadzi się ją w czasie przeszłym lub teraźniejszym. I koniec. Pierwsza myśl, która mi się od razu nasunęła: a nie można prowadzić narracji drugoosobowej? Naturalnie można. Ale jest to trudne.     Czystej narracji drugoosobowej na dłuższą metę chyba nie warto stosować, gdyż będzie to trudne. Ale użycie jej w większych partiach tekstu, tak jak zrobili to autorzy „Faceless Old Woman Who Secretly Lives in Your Home”, gdy Staruszka Bez Twarzy zwraca się do Craiga opowiadając mu co zrobiła i tłumacząc dlaczego to uczyniła, jest nader interesujące. Dodać tu należy, że ona tak naprawdę opowiada to czytelnikowi, gdyż Craig jej zwyczajnie nie widzi i nie słyszy. Strindberg polubiłby to.    Następna myśl: a narracja prowadzona w czasie przyszłym? Piękny przykład dał Houellebecq w swojej „Uległości” pisząc ostatni rozdział, w którym główny bohater i narrator

Ars

Obraz
Całkiem niedawno (rok temu) Maurizzio Cattelan przykleił banana do ściany w czasie art Basel Show w Miami i nazwał swoją instalację „Comedian”. Dzieło zostało sprzedane za 120 000 dolarów. W czasie trwania wystawy performer David Datuna podszedł do instalacji i banana zjadł. Swój perfomance nazwał „Głodny artysta”. M. Cattelan „Comedian” ( źródło )   No i co Ty na to?     Czy to jeszcze jest sztuka, czy tylko zgrywa? Czy można nazwać żart sztuką? Czy przyklejenie banana poza przestrzenią wystawową byłoby nadal sztuką?     Czym w ogóle jest sztuka?     W internetach rzeczony banan z Miami zdetonował całą lawinę komentarzy, z których na pewno można wysnuć wniosek, że definicja „sztuki” należy do tej samej klasy zagadnień metafizycznych co „prawda” i „dupa”, czyli, że każdy ma własną.    Zacząłem się i ja zastanawiać nad swoim pojęciem sztuki, żeby prócz rzeczonej wyżej dupy, mieć coś jeszcze do kompletu, bo moje pojęcie prawdy jest nieogarnialne nawet dla mnie samego. A

Wśród czterech dobrze znanych ścian

Obraz
  Jeśli litujemy się nad losem biednego Gregora Samsy, którego opisał w swojej „Przemianie” Franz Kafka, to znaczy, że nie dociera do nas cała złożoność i groza zaistniałej sytuacji. Bezpieczeństwo, które czujemy będąc czytelnikami może okazać się złudne.   Gregor Samsa ( źródło ) Gregor Samsa, z zawodu komiwojażer, budzi się pewnego dnia w swoim łóżku w ciele wielkiego karalucha. Z uwagi na manierę sypiania na plecach, nie jest w stanie nawet z tego łóżka wstać. Rodzina jest przerażona. Każdy byłby przerażony, gdyby ktoś z jego bliskich, zwłaszcza domowników, zmienił się w gigantycznego chrząszcza.     Ale natura lubi symetrię (oprócz równań Maxwella i strzałki termodynamicznej, te są haniebnie niesymetryczne). A to prowadzi nas do budzącej grozę konkluzji, że być może pewnego dnia w ciele któregoś z naszych domowników przebudzi się umysł karalucha.  

O pochodzeniu biegów wirtualnych

Obraz
W dzisiejszych czasach, gdy życie społeczne toczy się w tak zwanym „reżimie sanitarnym”, organizacja masowych imprez biegowych jest mocno utrudniona. Początkowo zdało się, że nawet niemożliwa. Odwołanie-łamane-na-przeniesienie marcowego półmaratonu gdyńskiego, który ma rangę mistrzostw świata, w pewnym sensie stanowiło punkt krytyczny. Biegacze i organizatorzy, chcąc wybrnąć z impasu, umyślili w pewnym momencie formułę biegu wirtualnego. Co to oznacza: biegacz rejestruje się do biegu on-line, danego dnia rusza na bieg dowolną trasą, przebieg rejestruje aplikacją. Przebieg następnie przekazuje sieciowo do organizatora, który może na tej podstawie określić ile osób biegło, kto przybiegł w jakim czasie i może ustalić ranking w danej grupie wiekopłciowej. Na koniec wysyłane są uczestnikom medale ukończenia wyścigu. Wszystkim, którzy ukończyli.     Chwila dla salgaryzmu: w 2020 roku najczęściej jest wykorzystywane Endomondo – informacja dla czytających ten post w późniejszych latach, gdy

Panbiblioteka cz. 3: Bibliotheka Universalis

Obraz
  Kiedy ogłoszono, że Biblioteka obejmuje wszystkie książki, pierwszym wrażeniem było niezmierne szczęście. Wszyscy ludzie poczuli się panami nietkniętego i tajemnego skarbu. Nie było osobistego, czy światowego problemu, którego szczegółowe rozwiązanie by nie istniało: w którymś sześcioboku. J. L. Borges „Biblioteka Babel” W poprzedniej części, na podstawie jednego zdania wskazałem na nieprzydatność Biblioteki Babel Borgesa-Lasswitza. Po cóż byłaby nam biblioteka wypełniona wszelkimi wariacjami liter i znaków, gdy niemożnością byłoby odnaleźć prawdziwą informację w natłoku bezsensownych układów literowych? Jeszcze bardziej okrutnie rozprawił się z tym Lasswitz w swoim opowiadaniu, gdzie wylicza (wszak był matematykiem) geometryczne wymiary takiej biblioteki. Tam jest mowa o stosach książek o grubości lat świetlnych.     Może zatem podejdźmy do tematu od drugiej strony: zbudujmy bibliotekę zawierającą całą wiedzę ludzkości. Jeśli na myśl przychodzi Ci internet, to nie jest

Panbiblioteka, cz. 2: wariacje „Niezwyciężonego”

Obraz
  Rozważania Lasswitza i Borgesa o bibliotece, która zawiera wszystkie możliwe układy liter tworząc wszystkie możliwe dzieła, jest kusząca z jakichś przyczyn. Ale jakie byłyby jej prawdziwe rozmiary?     Zbadajmy to doświadczalnie. Weźmy sobie pierwsze zdanie powieści S. Lema pt. „ « Niezwyciężony » ”: „ Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru. S. Lem „ « Niezwyciężony » ” Całe zdanie liczy 167 znaków, w tym spacje i znaki przestankowe.     Postawmy zadanie: ile książek w bibliotece Babel musimy przejrzeć, by znaleźć tę, która zaczyna się od przytoczonego zdania? Inaczej: na ile sposobów można ustawić 33 litery polskiego alfabetu (a, ą, b, c, ć, d, e, ę, f, g, h, i, j, k, l, ł, m, n, ń, o, ó, p, (q), r, s, ś, t, u, (v), w, (x), y, z, ź, ż; litery q , v , x nie należą do alfabetu polskiego, ale uważam, że q jesteśmy zmuszeni wliczyć do naszego z

Panbiblioteka, cz 1: Borges i Lasswitz

Obraz
Większość z nas pamięta borgesowski koncept biblioteki Babel. Napisane w 1941 roku opowiadanie zaczyna się słowami: Wszechświat (który inni nazywają Biblioteką) składa się z nieokreślonej, i być może nieskończonej, liczby sześciobocznych galerii, z obszernymi studniami wentylacyjnymi w środku, które ogrodzone są nizutkimi balustradami. Za każdej galerii widać piętra niższe i wyższe: nieskończenie. J. L. Borges „Biblioteka Babel” Mamy w pierwszym zdaniu wizję nieskończonego plastra miodu wypełnionego, jak przedstawia to narrator w następnych zdaniach, regałami pełnymi książek, w których znajdują się wszystkie wariacje liter. A to z kolei oznacza, że znajdują się tam wszystkie utwory literackie jakie istniały, istnieją lub zaistnieć mogą.    Borgesowskie źródło tego pomysłu zostało tak mocno utrwalone przez U. Eco w „Imieniu róży” , ż e nawet nie zadawałem sobie pytania, czy idea ta wykiełkowała przed Argentyńczykiem. Czy było coś, co zainspirowało Starego Jorge do

Jesień w Edenie

Obraz
Olga Tokarczuk w swych „Księgach jakubowych” zawarła informację, jakoby Józef Flawiusz, historyk żydowski, lokował stworzenie świata w czasie jesiennej równonocy. Argumentować miał to faktem, że feralne jabłko, na które połakomić mieli się pierwsi rodzice, wisiało już dojrzałe na drzewie. Argumentacji tej zupełnie nie popiera bohater książki, ksiądz Benedykt Chmielowski, pierwszy nasz encyklopedysta, rozumując, że tak proste owoce, to sobie Stworzyciel mógł gotowe sprokurować o dowolnej porze roku.     To, że umysły obu światłych mężów zachowują się z gracją przyrodzoną złoczyńcom, którzy przyszli do Kevina samego w domu, nie zmienia tego, że zabawnym jest pominięcie różnicy pomiędzy czasem fabuły a czasem lektury lub uznanie któregokolwiek za liniowy.     Nieodżałowany profesor Umberto Eco miał całkiem pouczający wykład na ten temat w swoich „Sześciu przechadzkach po lesie fikcji” i właściwie mógłbym na tym odesłaniu poprzestać. Ale nie mam złudzeń, że tylko mały procent moich

Gra w grę

Obraz
Czym jest gra? Najpierwszą myślą jest trawestacja wypowiedzi Augustyna o czasie: „Wiem, dopóki o tym nie myślę”. A ja sobie ostatnio sporo o tym myślałem. Więc nie wiem.     Wikipedyczna definicja podaje, że jest to (...) czynność o ustalonych zasadach, w której udział bierze jedna lub więcej osób. Od innych rozrywek grę oddziela istnienie ścisłego zbioru zasad gry, od innych skodyfikowanych czynności jej rozrywkowy charakter. Wikipedia, hasło „Gra”: https://pl.wikipedia.org/wiki/Gra dostęp z dnia 29.08.2020 r. godz. 13:49 Czyli mamy tu dwa wyróżniki: ścisłe reguły i rozrywkowy charakter. No i nie pasuje mi to za nic. Wypadają z niej na przykład mezoamerykańska ulama, która była rytualnym sportem związanym z zabijaniem, czy prowadzona przez Antoniusa Blocka partia szachów ze Śmiercią (wszak nie o płochą rozrywkę chodziło, lecz była to walka o życie) w „Siódmej pieczęci” I. Bergmanna. Z kolei do zbioru gier według tej definicji wjeżdża cała klasa zadań logicznych pokrewnyc

Pamięci budowniczych Artemizjonu

Obraz
  Źle uczymy historii.     W roku 212 p.n.e. Rzymianie ostatecznie przełamują obronę Syrakuz. Nieznany z imienia legionista zabija Archimedesa, który do ostatnich chwili zajęty jest problemami matematycznymi, toteż woła przed śmiercią: „Nie zamazuj moich kół!”.     To bardzo dziwna rzecz, można powiedzieć, że wręcz odwrotna do tego co dzieje się z historią w skali makro: znamy nazwisko i dokonania ofiary, a nie jego zabójcy.     Zazwyczaj jest odwrotnie. Napoleon, Hitler, Stalin, Aleksander „Wielki”, Saldyn, Czyngis-chan. Tych postaci nie trzeba przedstawiać. Wyryły się w naszej pamięci strugami krwi i wypaliły pożogami wzniecanymi przez wojsko. A kim byli Pierre Lescot, Claude Perrault i Pierre Fontaine? Coś Ci chodzi po głowie, że pisali bajki? Blisko. To tylko kilku z wielu architektów, którzy projektowali i czuwali nad budową pałacu w Luwrze. A kogo się wspomina w kontekście tego pałacu? Despotycznego króla, w dodatku lokując jego imię w kuriozalnym związku frazeologiczn

Kultyści

Obraz
Dawno temu, dzieckiem będąc, czekałem na pokrytym skajem krzesełku w salonie fryzjerskim, aż fryzjerka skończy strzyc któreś z moich rodziców i ja zasiądę w wielkim (tak go ówcześnie postrzegałem), popękanym fotelu. A tymczasem czytałem leżące na stoliku gazety. Umówmy się: wielkiego wyboru nie było. Ale wychodziło wtedy czasopismo „Przekrój”, w którym rozumiałem część artykułów (teraz wychodzi podobne, choć słabsze, noszące ten sam tytuł) . I zdarzył się tam artykuł, który dotyczył utworów zwanych „kultowymi”.     Autor tegoż artykułu starał się odpowiedzieć na pytanie: co sprawia, że dana książka lub film stają się kultowe. Zapamiętałem jedną z jego tez, że o kultowości świadczy to, że fani danego utworu mówią do siebie cytatami z utworu. Dotyczyło to zwłaszcza powieści „Pod wulkanem” Malcolma Lowry’ego, której fandom miał się rozpoznawać wzajemnie za pomocą takich właśnie cytatów. Autor wspomina, że nie dochodziło do jakichś dodatkowych interakcji, zadzierżgiwania znajomości,