Posty

Wyświetlam posty z etykietą malarstwo

S-plozja: China Miéville „Ostatnie dni Nowego Paryża”

Obraz
Czy już pisałem Ci o świetnej książce traktującej o wieloświatach, okultyzmie i rzeczywistości wypełnionej zmaterializowanymi wytworami artystów plastyków? Tak? „Piranesi” S. Clarke? No tak. Ale teraz jednak chciałem Ci opowiedzieć o innej książce. Chodzi o „Ostatnie dni Nowego Paryża” pióra Ch. Mi é ville’a.   A. Breton, J. Lamba, Y. Tanguy Wyrafinowany trup , karta z polskiego wydania powieści ( źródło )      Zaczyna się z przytupem. Oto mamy Paryż w roku 1950. Nadal trwa okupacja niemiecka. Paryż podzielony jest na dzielnice, które znajdują się pod kontrolą różnych stron i ich frakcji: Niemcy, Wolni Francuzi, Main à plume. Nagle przez barykadę do sektora Main à plume przedziera się kobieta dosiadająca Velo: manifę surrealistycznego szkicu Leonory Carrington „I am an Amateur of Velocipedes”. Chwilę później czytelnik staje się świadkiem walki manifa obrazu Maxa Ernsta pt. „Ogród łowcy samolotów” z siłami Luftwaffe. Paryski surrealizm jest mocą, z którą n...

W malowanej gospodzie

Obraz
Jest rok 2018. Oskarowa gala, wśród filmów nominowanych w kategorii „Najlepszy długometrażowy film animowany” znajduje się „Twój Vincent” - jedyne chyba w swoim rodzaju dzieło, którego animacja realizowana była poprzez poklatkowe zdjęcia tysięcy obrazów olejnych malowanych przez przeszło setkę artystów. Wszystko stylu i kolorystyce obrazów Vincenta van Gogha, o którego ostatnich dniach życia opowiada film. Otwarta koperta, … and the winner is… , i pada tytuł disnejowskiej produkcji – „Coco”.    „Twój Vincent” pozostał bez statuetki. Cytując klasyka: „jak do tego doszło – nie wiem”. Nie widziałem „Coco”, ale widziałem już tyle filmów Disneya, że mogę mieć pojęcie o klasie tego filmu. Ja zasadniczo lubię animacje imperialne Myszy (oprócz ich „Gwiezdnych Wojen” w nowej odsłonie – za „Ostatniego Jedi” powinien paść co najmniej jeden wyrok skazujący), ale nie sądzę, żeby „Coco” było na poziomie „Króla Lwa”, czy choćby „Shreka”, bo minęły dwa lata i nikt o „Coco” nie mówi ...

Uchylone okno: stratyfikacja by Vermeer

Obraz
Malarstwo na tym blogu zdecydowanie jest niedoreprezentowane. Może dlatego, że moje fascynacje malarskie są dużo skromniejsze, niż literackie, czy muzyczne. W sumie zawierają się w kilku nazwiskach: Bosch (ta, wiem, van Akke, a nie po przezwisku), Vermeer van Delft (a niby był inny Veremeer?), Dali, de Chirico. Zaczniemy od Vermeera.     Johanesa Veermera van Delft poznałem przez Greenawaya. Już wspominałem jak bardzo „malarski” jest to reżyser. Podobnie jak w filmie „Kucharz,złodziej, jego żona i jej kochanek” podszył obraz Rembrandtem, tak w „Zet i dwa zera” agresywnie zagrał Vermeerem. Film polecam. Jeśli ma się nieco prozacu na podorędziu. A Vermeera polecam na co dzień.     Byłoby marnowaniem Twojego czasu, gdybym tu rozwodził się nad jego stylem, światłem, kameralnymi wnętrzami i podobnymi rzeczami, które przerobiono już tysiące razy na tysiącu seminariów w setkach uczelni.    Ja opowiem o oknach u Vermeera. Nie wiem, czy k...

Aneks o sekretarkach

Obraz
Jakiś czas temu pisałem o tym, jak wmanewrowano sekretarki w rolę gastronomicznego personelu pomocniczego. Niedawno, czytając artykuł na portalu histmag.org o internetowym życiu obrazów Jana Matejki (z którego niekoniecznie byłby dumny, ale myślę, ze nieźle by się bawił), dowiedziałem się o istnieniu profilu Sztuczne Fiołki w serwisie facebook.com. Poświęciłem chyba ze dwie godziny, by pokontemplować sobie pythonowskie wręcz pomyły na nadanie innego sensu znanym obrazom. No i napatoczyłem się na taki obraz: Obraz, autorstwa niejakiego Joachima Patinira przedstawia ucieczkę świętej rodziny do Egiptu, w czasie której widać m.in. św. Józefa naginającego ze wsi z dzbankiem mleka. W tle (według profilera Sztucznych Fiołków) kilka ilustracji do apokryficznych opowieści z dzieciństwa Jezusa w Egipcie. Ładne, owszem. Ale nic wielkiego, dopóki nie przeczytałem marudzenia św. Józefa. Miód.

Rembrandt od kuchni

Czy można sfilmować Rembrandta?    Zasadniczo brzmi to niedorzecznie. Film jest medium liniowym. Podobnie jak literatura i muzyka. O ile literatura potrafi złamać liniowość (tzw. gry paragrafowe), to muzyka i film jako ex definitio związane z czasem lektury, są skazane na rozmaite tricki. Film "Memento" jest tu jednym z lepszych przykładów.    Lektura obrazu, z kolei jest uniezależniona od czasu. W przypadku obrazu trzeba stosować z kolei tricki, by ukierunkować uwagę widza, tak, by czytał elementy obrazu w określonej kolejności.    Redagując ostatniego posta obejrzałem (dzięki otrzymanemu w pakiecie z HBO kanałowi Cinemax) film Greenawaya pt. "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek".    Nie bez kozery Greenaway nazywany jest "malarzem kina". Każdy kadr jest przemyślany niczym kompozycja obrazu. Czasem szokująca, czasem piękną, czasem poruszająca, innym razem obsceniczna, ale zawsze - przemyślana. Pierwszym, co rzuca się w oczy wi...

Rzecz zwana niczym

Dziś wpisując w wyszukiwarce obrazów hasło „Niewidzialne popiersie Woltera” otrzymujemy od razu całkiem zgrabną serię miniaturek, z których wyziera ku nam uśmiechnięte oblicze kandydowego autora. Złośliwie stwierdzę, że za moich czasów tak łatwo nie było.    Salvadore Dali, geniusz, hochsztapler, wariat i artysta kiczu, zawsze należał do moich ulubieńców. Pewnie w życiu prywatnym, gdybyśmy się mogli spotkać, nie przypadlibyśmy sobie wzajem do gustu. Ale jego malarstwo, mimo że w większej części wysilone i samonaśladujące, co jakiś czas przebłyskuje geniuszem. Jego idea szukania obiektów w przestrzeni pomiędzy innymi obiektami nie jest może olśniewająca, ani nie był jej prekursorem, ale miał tu pewne zasługi.    Byłem swego czasu na okrzyczanej wystawie grafik holenderskich (w tym Rembrandta) i Salvadora Dali, która miejsce miała w stolicy Dolnego Śląska. Była ta wystawa przykładem jak można w pięknym opakowaniu sprzedać popioły i popłuczyny (dla przykładu – gr...