Posty

Wyświetlam posty z etykietą Ridley Scott

Kolor unicestwienia

Obraz
  Pisząc o ekranizacjach prozy Lovecrafta ma się wrażenie opisywania dziejów jakiejś klątwy lub porywania się rzecz niewłaściwą, jak ekranizacja finału piątej symfonii Beethovena. Krótko mówiąc: wielu by chciało, nikomu się nie udało. Prawie.     Wspominałem o filmach „Coś” J. Carpentera i „Obcy: ósmy pasażer « Nostromo »” R. Scotta jako przykładach bardzo dobrych filmów inspirowanych motywami prozy Lovecrafta. Ale na tym nie koniec. J. Carpenter w 1994 roku ukończył film „W paszczy szaleństwa” („In the Mouth of Madness”) - nawiązanie do powieści, którą wałkowaliśmy ostatnio jest oczywiste. Temat jest niezwykle luźno powiązany z twórczością Lovecrafta, raczej przenosi pewne wrażenia, sugestie. Różnie o tym filmie się mówi. Jest w nim także jakiś zaprzepaszczony potencjał. To trzeba byłoby zobaczyć z jednej strony, a z drugiej strony trudno mi do tego filmu zachęcać z czystym sumieniem. No ale nadal mówimy o filmach dotykających motywów lovcraftowskich, a nie o ek...

W Górach Inspiracji

Obraz
Statek obcych z filmu Ridleya Scotta ( źródło )   Jak już wspomniałem, w 1979 roku na ekrany kin wchodzi film Ridleya Scotta, który na zawsze zmieni oblicze kina rozrywkowo-kosmicznego. „Alien”, z polskim tytułem „ Obcy: ósmy pasażer « Nostromo »”. Film, jeśli by ktoś zapomniał, zaczyna się od tego, że statek towarowy (rzecz jasna – kosmiczny statek) otrzymuje polecenie odwiedzenia pewnego miejsca i zbadania źródła dziwnego sygnału .    Miejsce okazuje się być statkiem kosmicznym obcych istot i to, zdaje się, niewiarygodnie starym. W czasie rekonesansu jeden z bohaterów ulega wypadkowi i trafia na pokład z jakąś obcą istotą przyklejoną do twarzy. Reszta jest zgoła szekspirowska – w sumie przeżywa tylko Ellen Ripley.     W 1982 roku świat może zobaczyć kolejny horror z obcymi w roli głównej - „ Coś” Johna Carpentera . Tym razem mecz odbywa się na naszym, ziemskim boisku, a dokładnie na Antarktydzie. Zaczyna się dość dziwnie: norwescy polarnicy wp...

Memy i okręty szturmowe

1. Mem     Mem to najmniejsza ilość informacji. Miał być odpowiednikiem kwantu w kognitywistyce. Nie wyszło. W chwili obecnej z fizyką kwantową wspólną ma zasadę nieoznaczoności, gdyż nikt nie może podać całkowitej definicji memu. Zadowolę się zatem cząstkową. A nawet nie tyle definicją, co wskazówką. Memami są np.: gwiazda Dawida, Złote Łuki McDonald'sa, logo Windows, uproszczony zarys kuli ziemskiej, swastyka, flaga narodowa. Są to jakieś symbole, które od razu wskazują na pewien kontekst. Memy nie są dane raz na zawsze. Mogą coś znaczyć przez określony czas, a potem społeczeństwo o nich zapomina i już. Na przykład pani prokurator Krymu stała się ciekawym tego przykładem, gdyż jej postać w mundurze już stałą się samodzielnym memem. Ale daję jej rok-dwa i odejdzie w niepamięć. Podobnie, jak powoli w niepamięć odchodzi Slenderman . 2. Czy androidy marzą o „Łowcy androidów”?     Powiedzmy sobie szczerze: film „Blade Runner” (polskie tytuł „Łowca ...

(Nie) wszystkie szczęśliwe powroty

Jako że rok 2012 już nam się chyli ku końcowi, zaczynają się pojawiać różne myśli podsumowujące. Z mojej perspektywy jako ważne oceniam dwa „powroty”: Ridleya Scotta do świata „Obcego” i DEAD CAN DANCE do szerzej pojętego świata muzyki, zarówno poprzez wydanie nowej płyty, jak i trasę koncertową.    Jak to jednak bywa z wiadomościami, jedna jest zazwyczaj trochę gorsza od drugiej. Nie to, żeby zła. Po prostu... niedobra. I od niej zaczniemy.     Początek „Prometeusza” jest intrygujący – planeta, ale nie wiemy jaka, humanoid, ale nie człowiek. Co robi? Połyka dziwną substancję nad brzegiem wodospadu. Wodospad niczym nie przypomina tego z „Błękitnej laguny” - szara woda przetacza się z hukiem po szarych skałach. Szare jest także niebo. Humanoid przełknął wszytko do końca i... umarł. Zginął w męczarniach strawiony dziwną, czarną substancją, którą połknął. Jego szczątki wpadają do wody i w ujęciu kojarzącym się ze wstawkami animowanymi do serialu „Dr House”, z...