Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kilar

96 kroków

Styczniowym przedświtem cmentarz był jeszcze obszarem półmroku oprószonym mglistą poświatą sodowych latarni, które pełniły honorową wartę katowickich, bocznych uliczek. Odmierzałem odległość krokami. Naliczyłem ich dziewięćdziesiąt sześć.    Miejsce jego pochówku można było było rozpoznać tylko dedukując je ze stosu wieńców i podpisów na szarfach. Ponad nimi wznosiła jedynie ta część czarnego pomnika, której nie harmonii nie zakłócały żadne litery. Prawdziwy kurhan kwiatów okolony tłumkiem zniczy – niektóre z nich tliły się jeszcze. Na małym cmentarzu wciśniętym między cyklopową archikatedrę, szkołę podstawową o architekturze „tysiąclatki” i przebrzydki kompleks Komendy Wojewódzkiej Policji, przy centralnej alei, spoczęły doczesne szczątki Wojciecha Kilara.    Dziewięćdziesiąt sześć kroków dalej znajduje się inny grób. O ile grób Kilara jest duży, wykonany z czarnego, gładkiego kamienia o silnie podkreślonych kątach prostych, ten jest relatywnie nieduży, z ...

Pożegnanie Wojciecha K.

Nie był ten rok dla nas zbyt łaskawy, jeśli chodzi o odejścia . Choć optymiści mogliby (pewnie najzupełniej słusznie) rzec, że mogło być znacznie gorzej.     U progu 2014 roku odszedł od nas Wojciech Kilar.     Kim był? Ktoś powie: kompozytorem. A co komponował? No, muzykę, oczywiście, ale jaką? Gdzie ją można było usłyszeć? Wielu ludzi powie, że słyszeli ją w filmach. No tak, „Dracula”, „Pianista” , może ktoś pamięta, że „Rejs”. Ale komponowanie muzyki filmowej było jego źródłem zarobkowania, powołaniem była muzyka, która napełniała sale koncertowe. Jeszcze teraz pod czaszką piłuje mnie niesamowity rytm „Orawy”, która jest fenomenalną fuzją wszystkiego co dał folklor podhalański z muzyką nowoczesną. Muzyką nowoczesną, którą w w naszych czasach tworzyło między innymi czterech wspaniałych polskich kompozytorów: Lutosławski, Górecki, Kilar, Penderecki.     Z tej czwórki pierwszy nie żyje już dziesięć lat. Mało kto spoza tak zwanego „środ...