Posty

Good Ole Vampyres – wieczór pierwszy: suma wszystkich strachów

Obraz
Od wampira zwłok nędznych wilk umyka co prędzej i spłoszony na grań leci kruk A. Dumas „Biesiada widm” Gdybym miał wskazać na potwora, który niczym zwierciadło oddaje nasze lęki i jednocześnie jego postać w kulturze masowej stała się ofiarą naszego pragnienia zwyciężenia tych lęków, to musiałbym zdecydowanie wskazać na wampira.     Nie ma w świecie zachodu drugiego potwora tak skupiającego elementy natury, których się boimy, jak wampir. I żaden potwór w świecie zachodu nie doznał takiego upokorzenia, jak wampir, choćby w postaci Edwarda Cullena.     Ale zacznijmy od początku. Stawiam tezę: wampir jest pojedynczym memem, który ogniskuje lęki człowieka. I nie myślcie sobie, że przed Stokerem nie było wampirów. Po pierwsze nie przed Stokerem, a przed Polidorim, okradzionym przez Byrona, gdyż to Polidori pisał „Wampira”, tej pięknej nocy roku 1816 , gdy Mary Shelley pisała zręby swego „Frankensteina”.A po drugie – wampir był zawsze, tylko...

Adynatochromatyka w radiu Erewań

Znasz zapewne historyjki o błyskotliwych replikach radia Erewań, z których najsłynniejsza brzmi: Pytanie: Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają Mercedesy? Odpowiedź: Prawda, ale z małymi poprawkami: nie w Moskwie tylko w Leningradzie, nie Mercedesy tylko rowery i nie rozdają tylko kradną. Ostatnio przypomniała mi się to, gdy w periodyku „Nowa Fantastyka” z kwietnia 2015 przeczytałem, że opowiadanie „Draństwo” („The Damned Thing”) A. Bierce'a było inspiracją dla „Koloru z przestworzy” H. P. Lovecrafta. Otwarcie powiem: nie wiem, co na ten temat zeznał sam HPL, ale wydaje mi się, że o ile na pewno czytał to opowiadanie, to przypuszczalnie skorzystał z jego inspiracji zupełnie gdzie indziej.     „Draństwo” jest opowieścią, której właściwym momentem akcji jest pełnienie swych obowiązków przez koronera. Koroner ma ustalić, a ławnicy potwierdzić lub odrzucić, okoliczności śmierci H. Morgana, którego szczątki – nader właściwe słowo – spoczywają na...

Adynatochromatyka - nauka o kolorach niemożliwych

„Pisanie o muzyce to jak tańczenie o architekturze” – to głównie dlatego jeszcze nie rozpocząłem pisania bloga muzycznego, którego miałem już rok temu założyć. Ale pisanie o muzyce jest niewiele mniej skomplikowane od pisania o kolorach.    Jak opisać kolor?    Zacząć należy od L. Wittgensteina, gdyż i on od kolorów zaczynał. „Dociekania filozoficzne” uważam za podstawową książkę, którą winni znać wszyscy specjaliści od komunikacji, począwszy od „pijarowców”, przez dziennikarzy, krytyków literackich, do samych pisarzy. Przyda się także nauczycielom. Podstawową, nie znaczy pierwszą, gdyż wujek Ludek, pisał językiem trudnym i zwięzłym, o rzeczach ważnych, i nieuważne pominięcie jednego akapitu może łacno wykoleić zrozumienie lektury. Ale do ad remu , jak mawiał kolega Gienek. Wittgenstein już na początku swego dzieła zaczyna od mowy o kolorach: Pomyśl więc o takim oto użyciu języka: wysyłam kogoś po zakupy. Daję mu kartkę, na której znajdują się znaki: „pięć c...

Kto się boi Chaunceya Gardinera?

Kim jest Chauncey Gardiner, wybitny ekonomista, mąż stanu, kandydat na prezydenta, na którego polują służby specjalne światowych mocarstw?     Bohater powieści J. Kosińskiego „Wystarczy być” jest niepiśmiennym ogrodnikiem, który całe życie poświęcił dwóm rzeczom: pielęgnacji jednego ogrodu i oglądaniu telewizji. Nie ma nic swojego, nawet nazwiska. Nosi imię Chance i ubrania po swoim gospodarzu nazwanym Starym Człowiekiem, który przypuszczalnie jest finansistą i przedstawicielem ścisłej elity estabilishmentu amerykańskiego. Imię Chance jest oczywiście znaczące, w polskim tłumaczeniu „Los”, co nie jest do końca szczęśliwe, gdyż zamiast jednoznacznie wskazywać na szansę („los na loterii”) ponurym polskim czytelnikom kojarzy się z posępnym przeznaczeniem (niczym gałczyńska Hermenegilda Kociubińska wtrącająca głosem Ireny Kwiatkowskiej co kilka zdań: „Los. Przeznaczenie. I cielęcina podrożała”). Będę trzymał się oryginalnego imienia. Tak jest lepiej.    W pewny...

Powieść post-apo i post-apo powieści

Tytułem wstępu: powieść miała premierę 10 marca, zakupiłem ją w piątek, 13 marca, pół godziny przed północą, po pięciu minutach miałem już ją na czytniku. Jeśli e-booki nie są rewolucją, to Gutenberg też żadnej nie wywołał. 17 marca byłem już po pierwszej lekturze. Recenzji jeszcze nie było w necie. Teraz są ich dziesiątki, z czego połowa ma w tle hasło „jestem skołowany, nie wiem o czym mam pisać, Dukaj wielkim pisarzem jest”, lub „ratunku, nic nie zrozumiałem, więc powieść jest do niczego”.    Ale ja chciałem opowiedzieć o czymś innym. Nowa powieść J. Dukaja jest pewnego rodzaju kamieniem milowym polskiej literatury. O ile „Sezon burz”A. Sapkowskiego stał się Okopami Św. Trójcy książkowych konserwatystów, to dukajowa powieść zrywa z pojęciem „książka”.    Książka, pojmowana jako zestaw kartek z naniesioną nań informacją w liniowej postaci tekstu, jest przez J. Dukaja wykluczona jako nośnik jego powieści. Na stronie autora czytamy: „ Starość aksolotla” ...

Pytania retoryczne: Haqeldama

Czy żałujesz teraz swojego czynu? Pytasz o samobójstwo, czy zdradę?  Może najpierw o zdradę. Oczywiście, że żałuję. Inaczej bym się nie powiesił. Choć nie jest to takie do końca oczywiste. Co nie jest oczywiste? W powszechnej opinii zostałem opisany jako łotr, złodziej i sprzedawczyk, który zdradził najukochańszego człowieka pod słońcem. Ale to nie jest takie czarne, jak się wydaje. Nie? Po pierwsze: ktoś musiał.  Ktoś musiał zdradzić? Dokładnie tak. Chrystus Pan musiał trafić w ich ręce. Nie ma odkupienia bez męki i zmartwychwstania. A bez mojej zdrady by się to nie stało. Przecież mogli go pojmać w mieście, gdy głosił nauki. Ale tego nie zrobili. Nie potrafili podnieść na niego ręki, gdy stał w świetle dnia. A w nocy wychodziliśmy za miasto, żeby się ukryć.   Gdyby Chrystus chciał być wydany, to by się nie ukrywał. Myślisz, że poszedłby sam do kapłanów i powiedział „Skujcie mnie, bo już dosyć mam waszego ociągania się. Pascha idzie...

Władza czwarta i piąta: kultura przemocy

Wbrew pozorom nie będzie o polityce. Ale będzie o władzy, medialnej i ekonomicznej. Będzie o sile, przemocy i sterowaniu.     Do tej pory pamiętam scenę z „Dyskretnego uroku burżuazji” Buñuela, gdy Don Rafael Acosta, grany fenomenalnie przez Fernando Reya, tłumaczy terrorystce z Rewolucyjnej Armii Dzieciątka Jezus, że „przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem”. Terrorystka nie oponuje, gdyż don Acosta trzyma przy jej twarzy rewolwer.     Różne są poziomy hipokryzji i różne są rewolwery. Ostatnio wprowadzono do prawa karnego pojęcie „przemocy ekonomicznej”, gdy jedna ze stron w małżeństwie jest znęca się psychicznie nad drugą wykorzystując jej uzależnienie ekonomiczne od siebie. Jakoś od razu pomyślałem, że w małżeństwie to jest przemoc, a w pracy to już zwyczajna kultura korporacyjna. O statusie państw PIGS nie wspomnę. Ale obrazkiem jeszcze lepszym są stosunki panujące między bankami a klientami. Klient przychodzi do banku po kredyt, bo chciałby móc godnie ...