Posty

Zapytaj o to jeszcze raz, Sfinksie

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze młodzi ludzie chadzali po górach dla rozrywki, w długie burzowe wieczory, lub czasem mokre dni, w schroniskach grywaliśmy w gry. Ale nie na komórkach, których nikt podówczas nie miał, lecz w karty, szachy (magnetyczne szachownice – pamiętacie?) albo w kalambury lub zagadki. Ostatnia gra polegała na tym, że prowadzący opisywał jakąś niewiarygodną sytuację a zgadujący mieli ją wyjaśnić. Wolno im było zadawać pytania, ale tylko takie, na które prowadzący mógł odpowiadać „tak/nie/nie wiem”, lub w desperacji „do cholery, nieistotne!”. Naprawdę można było się zirytować, gdy lekko podchmieleni zgadujący pytają po raz trzeci czy bielizna martwego płetwonurka była z koniakowskiej koronki.     Pokazała mi Małażonka stronę mocnopomocni.pl . Aplikacja tam umieszczona umożliwia nam grę w zagadki w uproszczonej wersji: wcielasz się w prowadzącego/prowadzącą, która wymyśla postać, a program, zadając pytania na które możesz odpowiedzieć „tak/nie/nie wiem...

Elfy jak demony

Odzyskuję kontrolę nad swoim księgozbiorem. Na pierwszy ogień wygłodniałego czytelnictwa poszedł – o dziwo – Roger Zelazny. Ach, tak, Amber i Dworce Chaosu, oczywiście , pomyśli sobie ktoś. Błąd. Dilvish Przeklęty. I przyznam, że sam jestem trochę zdziwiony własnym wyborem.     Kim jest Dilvish? Pół-elfem z rodu Selara, który wsławił się tym, że usiekł kiedyś samego Hohorgę, boga (w sensie, w jakim używali tej nazwy Hellenowie) i to w jego własnej sali tronowej w Shoredan. Jego pra-pra-n-razy-pra-prawnuk tymczasem wsławił się brawurową akcją uwalniania kobiety z rąk złego czarownika, który chciał ją złożyć w ofierze. Akcja o tyle była brawurowa, że czarownik ten, imieniem Jelerak, jest w tym uniwersum kimś rangi niemal Saurona. To też akcja ratunkowa skończyła się opłakanie dla rycerza w lśniącej zbroi: został zamieniony w posąg, a jego dusza zabrana do piekieł. Ale ponieważ jedynie martwy wróg przestaje być wrogiem (choć w fantasy i horrorze też niekoniecznie), tote...

Utopiec socjalny i sekretarki

 Dla mojego wykształcenia nazwisko Fourier stanowi pewną podstawę, bez której ani rusz. Z tego prosty morał, że z wykształcenia jestem... No tak. Nie napisałem, który Fourier. Rzecz jasna – Jean Baptiste Fourier, twórca instrumentu matematycznego zwanego od nazwiska jego „transformatą Fouriera”. No i jasne, że moje wykształcenie kręciło się wokół przetwarzania sygnałów.     Ale jest jeszcze drugi Fourier – Charles, jeden z socjalistów utopijnych. I ja dziś chciałem trochę posocjalizować utopiście, choć zupełnie nie w stylu piewcy falansterów.     Tak się zacząłem zastanawiać – kto jest najlepiej opłacany? Odpowiedź prosta – menadżerowie. A dlaczego? I tu odpowiedzi jest kilka, zależnych od punktu widzenia. Primo : bo tak. Secundo : bo rządzę, to se ustalam. Tertio : bo zarządzam, a zarządzanie, to kluczowa rola w procesie produkcyjnym (czy każdym innym), więc otrzymuję wynagrodzenie adekwatne do włożonej pracy. Z pierwszymi dwoma wypowiedziami ...

Obce słowa

"afektacja - <<egzaltacja>>" - uwielbiam, gdy w słowniku jedno słowo, którego nie rozumiem, jest tłumaczone innym słowem, którego nie rozumiem. http://bash.org.pl/4850702/ Czym jest słownik? Objaśnieniem pojęć za pomocą innych pojęć. A jeśli dane pojęcie należy objaśnić innymi pojęciami wymagającymi objaśnienia?      Lubię się uczyć. I takie sytuacje jak powyższa odbieram jak przejście przez wysoką przełęcz, za którą rozpościera się cała, nowa, nieznana mi wcześniej dolina. Ale co stanowi przełęcz? Pojęcia, które znamy. Przecież od czegoś „swojego” trzeba zacząć. A jeśli tego nie ma? Kontynuując naszą metaforę – ta dolina pozostaje odcięta od świata i niedostępna. Jak „Zaginiony świat” A. C. Doylea. Albo bardziej jak płaskowyż Leng u Lovecrafta.      Ale przecież i do odciętych od świata dolin docierają podróżnicy. Zatem... „Tubylerczykom spełły fajle” to fantastyczne opowiadanie H. Kuttnera, w którym kilkoro dzieci znajd...

Obszar nekropolitalny

Według tzw. Uniwersalnej Klasyfikacji Dziesiętnej biblioteki podzielone są na działy i poddziały oznaczone cyferkami, które składają się na liczby doskonale bibliotekarzowi mówiące, do czego daną książkę przyporządkować. I tak na przykład, dla wytrawnego i zapalonego bibliotekarza ciąg cyfr „821.162.1” jednoznacznie wskaże na „powieść polską”, zaś pojęcie „pozycja 69” nie skojarzy się z niewerbalnymi igraszkami ustnymi, lecz z „przemysłem i rzemiosłami budowlanymi; materiałami, elementami i robotami budowlanymi”. To dużo tłumaczy z zachowania niektórych deweloperów, których działania są głównie oralne i niepłodne.     A jeśli książka się nie daje jednoznacznie sklasyfikować, tym gorzej dla niej. Złośliwy bibliotekarz wciśnie ją jako „08” - varia . Lub, co najgorsze – jako „00”, czyli „ogólne podstawy wiedzy i kultury”. Wtedy gwarantuję, że nikt po nią nie sięgnie.     Ale ja chciałem mówić o „71” - „planowanie przestrzenne, urbanistyka, kształtowanie...

Ostatni tygrys

   Byłem wczoraj w bibliotece. Samo w sobie nie jest to żadnym nadzwyczajnym osiągnięciem, choć pewnie kilku złośliwców zapytałoby: „A co? Padało?”. Byłem w Bibliotece Miejskiej w Gliwicach, gdzie miesiąc temu reaktywowałem się jako czytelnik. Wtedy miałem mniej czasu na rozglądanie się po półkach. Zauważyłem tylko ubytek regałów. A może się starzeję? Nie od dziś wiadomo, że wspomnienia są mocno rasowaną wersją dziejów – zatem może jedynie w mojej pamięci biblioteka miała więcej regałów, były one dłuższe i niosły więcej książek?    Zmienił się układ. Mniej jest fantastyki, nie ma wyodrębnionej półki na horror i – Bogu niech będą dzięki – nie ma wyodrębnionej półki na „romanse”. Tyle zauważyłem wtedy. Teraz mogłem więcej czasu poświęcić na przyglądanie się zawartości. I upewniłem się, że doszło do przerzedzenia księgozbiorze. Owszem, został uaktualniony, ale kosztem starych pozycji. Mając jakieś blade wyobrażenie dotyczące gospodarki bibliotecznej zaakceptowałem t...

Cień z Llanddewi Fach

— Kazirodztwo? — Armitage wypowiedział to prawie że pełnym głosem. — Wielki Boże, cóż za uproszczenie! Pokazać im Artura Machena „The Great God Pan", a uznają to za powszechny w Dunwich skandal. H. P. Lovecraft „Koszmar z Dunwich”     Wielu spośród nas poznawało Lovecrafta w swej młodości i zapewne dla większości pierwsze spotkanie było niezapomniane niczym zderzenie ze ścianą. Bez wampirów, wilkołaków, zombies , bez smoków i upiorów skonwecjonalizowanej powieści grozy nadciągał koszmar spoza czasu, przestrzeni i rozumienia. W aurze starożytnej wiedzy, pełnej niewymawialnych imion i sugerowanej a niepodpowiedzianej grozy odrażających rytuałów starszych od Mateczki-Ziemi, w obręb naszej wyobraźni wdarli się Wielcy Przedwieczni i Zewnętrzni Bogowie, których nikt nigdy nie opisywał. „Geniusz”, tak sobie myśleliśmy, „tylko geniusz mógłby uczynić wszystko tak nowe i tak straszne”.     Nawet stworzenia i bogowie znani nam z wykastrowanych przez Parandows...