Posty

Międzygwiezdny poltergeist

Ani żar, który leje się z nieba cyklicznie, ani mnogość tematów, o których chciałbym Wam opowiedzieć, nie sprzyjają regularnym publikacjom blogowym.    Mając kilka do połowy napisanych postów, zdecydowałem się dołożyć następny. O filmie „Interstellar”, który wreszcie niedawno obejrzałem. I srodze się rozczarowałem.    Co było złego w tym filmie? Aktorstwo? Całkiem dobre. Pomysł fabularny? Dobry. Wizualizacja, zdjęcia, efekty specjalne – na piątkę. No to czego brakowało? W gruncie rzeczy – świeżości. Zasadniczo, to wszystko już było. Ludzie uwięzieni w pętlach czasowych byli już w „Terminatorze”. Nadawanie alfabetem Morsea przez „ducha” to czysty „Terminus” Dziadka Lema. Brewerie czasowo-grawitacyjne to znów Lem, tym razem w niezrównanym „Fiasku”. Bramy i tunele czasoprzestrzenne, modele zagiętych kartek, to już oglądaliśmy od „Gwiedznych Wojen”, przez „Gwiezdne wrota” do „Ukrytego wymiaru”. Wszystko już gdzieś było. Dlaczego więc nie dam temu filmowi spok...

Stary człowiek i Meksyk

Dla wytchnienia od wampirzych wynurzeń proponuję najsłynniejszą powieść Carlosa Fuentesa, czyli „Stary gringo”. Nie jest to lektura wakacyjna, lekka, łatwa i przyjemna. Jest ona gęsta znaczeniami i symbolami. I to w dodatku nieco piętrowymi. Czyli: można nie wiedzieć nic i coś z książki wyciągnąć, albo można wiedzieć dużo i znaczeń wyciągnąć zdecydowanie więcej.     Oto garść spoilerów, które przydadzą się w lekturze tej powieści. To tylko moje, osobiste przekonanie, że warto wiedzieć, znać kilka faktów i postaci, by lektura smakowała lepiej. Ambrose Bierce     Stary gringo nazywa się Ambrose Bierce, ale dowiadujemy się tego dopiero na ostatnich kartach powieści. Przez cały czas konsekwentnie nazywany jest gringo (pogardliwe określenie białego człowieka), starym gringo , bądź „białym generałem” (trochę ironicznie - był majorem w armii amerykańskiej i wojskowym kartografem). Nie zdradzam tu jakichś strasznych tajemnic – autor konsekwentnie wspomin...

Good Ole Vampyres – wieczór czwarty: zwykły drapieżnik

Szeroko rozpowszechniony jest pogląd, że po to, by przedłużyć istnienie gatunku, wampiry muszą doprowadzić w jakiś sposób do tego, by człowiek skosztował ich krwi; potem, gdy człowiek taki umrze, zmartwychwstanie już jako wampir. Tego typu przekonanie należy określić jako czysty przesąd. Ci, którzy umierają w wyniku jednorazowej napaści czy też długotrwałej „eksploatacji” przez wampiry, pozostają już martwi, a poza tym wampiry to ssaki – dosyć specyficznego rodzaju, rzecz jasna – i rodzą się nie inaczej tylko właśnie jak ssaki. B. Leman „Pielgrzymka Clifforda M.” Swego czasu w „Nowej Fantastyce”, bodajże Konrad Lewandowski, opublikował cykl artykułów na styku fantastyki i nauki pod wspólnym tytułem „Alternatywy ewolucji”. Taka zabawa w „co by było gdyby”. Na przykład, gdyby owady nie były w swych rozmiarach ograniczone niewydolnym mechanizmem oddychania poprzez dyfuzję stężeniową (upraszczam, mechanizm ten jest bardzo wydolny, ale do pewnego, progowego rozmiaru ciała). Co by wte...

Good Ole Vampyres – wieczór trzeci: dewampiryzacja według Lumleya

Gdy znamy genezę i przebieg choroby, przejdźmy do jej leczenia. Jak wampira utłuc?     Samo zabijanie wampirów mogłoby stanowić odrębną gałąź wiedzy. Sposobów na pozbywanie się wampirów od Juraty po Sołuń jest setki. W cyklu „Nekroskop” możemy dowiedzieć się precyzyjnie czym się pozbywać klienta i dlaczego.    Po pierwsze – kołek.    Kołek wbity w serce nie zabija ani wapira-pasożyta, ani nosiciela, ale unieruchamia pasożyta. To dość ważne. Bez unieruchomienia nie będziemy mogli wykonać następnego kroku. No chyba, że wykorzystujemy ogień lub światło. Ale wtedy też zdecydowanie lepiej, gdy wampir się nam nie rusza.    Kołek musi być z drewna. Chyba autor nie posunął się do analizy dlaczego właśnie drewno, a nie na przykład obsydian (jak przeciwko Innym z „Pieśni Lodu i Ognia”), ale dokładnie opisał, jak wampir radzi sobie z metalem: Strzęp nie był większy od szczenięcia, ale miał ohydny kolor i kształty rodem z koszmarnego snu. ...

Good Ole Vampyres – wieczór drugi: pasożyt

Czy można potraktować wampira jako tasiemca?     Choć trzeba przyznać, że częściej – przynajmniej w pierwszej powieści cyklu – autor porównuje wampira do monstrualnej pchły. Ale chodzi mu o porównanie zachowań, pchlego i wampirycznego łaknienia krwi.     Mowa o cyklu „Nekroskop”, pióra Briana Lumleya, jednego z bardziej płodnych autorów horroru u schyłku XX wieku. Cykl „Nekroskop” obejmuje siedemnaście powieści podzielonych na podcykle o dość nierównym poziomie wykonania. Co do jednego wszyscy się zgadzają: najlepszy jest pierwszy podcykl, określony nazwą główną, czyli „Nekroskop”. Od pierwszego tomu obserwujemy zmagania tytułowego nekroskopa, Harrego Keogha, z wampirami, które to zmagania nabierają rozmachu z każdym kolejnym tomem. Zaczyna się od konfrontacji z młodym, świeżo zwampirzonym rumuńskim (wołoskim, jak zwykł sam siebie nazywać) nekromantą na usługach KGB, a potem napięcie wzrasta, by w trzecim tomie odsłonić bramę do świata, w którym władają...

Plażowanie i czytanie

Obraz
Wrzucam post związany z wakacjami. Wakacje, morze, plaża i... lektura? Dla wielu norma, dla wielu wykluczenie. Jak tu czytać, gdy słońce odbija się od bieli papieru, piasek wchodzi między strony no i w ogóle. A poza tym, co – mam targać swoje drogocenne książki na plażę? Takie ciężkie? Tak daleko? No gdyby mi ktoś na plaży dał jakąś fajną, lekką treściowo książkę (no bo „Finneganów tren”, to się chyba na żadną plażę nie kwalifikuje...)    Albena jest bułgarskim kurortem położonym na północ od Warny. Dziwne miasteczko składające się z wybudowanych w latach 70 hoteli, trzech marketów przypominających nasze „supersamy” z lat 90 i kilku restauracji może się pochwalić pierwszą na terenie Unii Europejskiej plażową biblioteką zawierającą woluminy w najpopularniejszych językach Unii. Przynajmniej najpopularniejszych na tamtej plaży, dlatego na półce z „językami pozostałymi” królują książki po polsku.    Zasady są banalnie proste: bierzesz książkę z półki i ...

Good Ole Vampyres – wieczór pierwszy: suma wszystkich strachów

Obraz
Od wampira zwłok nędznych wilk umyka co prędzej i spłoszony na grań leci kruk A. Dumas „Biesiada widm” Gdybym miał wskazać na potwora, który niczym zwierciadło oddaje nasze lęki i jednocześnie jego postać w kulturze masowej stała się ofiarą naszego pragnienia zwyciężenia tych lęków, to musiałbym zdecydowanie wskazać na wampira.     Nie ma w świecie zachodu drugiego potwora tak skupiającego elementy natury, których się boimy, jak wampir. I żaden potwór w świecie zachodu nie doznał takiego upokorzenia, jak wampir, choćby w postaci Edwarda Cullena.     Ale zacznijmy od początku. Stawiam tezę: wampir jest pojedynczym memem, który ogniskuje lęki człowieka. I nie myślcie sobie, że przed Stokerem nie było wampirów. Po pierwsze nie przed Stokerem, a przed Polidorim, okradzionym przez Byrona, gdyż to Polidori pisał „Wampira”, tej pięknej nocy roku 1816 , gdy Mary Shelley pisała zręby swego „Frankensteina”.A po drugie – wampir był zawsze, tylko...