Posty

O wykręcaniu ludziom numerów

Obraz
„Wykręcić komuś numer” to inaczej sprawić kłopot. Jakie jest pochodzenie tego związku frazeologicznego, to temat na inną rozmowę. Tematem dzisiejszego postu jest przedstawienie jak fikcyjne numery telefoniczne uprzykrzają ludziom życie.     Być może słyszeliście kilka miesięcy temu o problemie numeru z serialu „Squid game”. W pierwszych odcinkach pojawia się tam wizytówka tajemniczej organizacji, która oferuje grubą gotówkę w zamian za wygrane w dziecięcych grach. Oglądając ten serial w wersji obecnej, można zwrócić uwagę, że numer jest sześciocyfrowy. Długość, która byłaby wystarczająca w przypadku Monako czy Bhutanu, zdecydowanie nie przystaje do Korei Południowej. Otóż ten numer musiał zostać wyedytowany cyfrowo po rozpoczęciu emisji filmu. Oryginalnie numer był ośmiocyfrowy. Gdy dodało się do niego prefiks koreańskiej sieci komórkowej: 010, utworzyć można było pełen numer telefoniczny… który należał do pewnej kobiety niezwiązanej z filmem. Kobieta ta została zbombardowana tysiącam

Konkluzja wujka Staszka #12: Pseudonimy

Obraz
  Ostatnimi czasy media próbowały zrobić szum wokół tego, że Carmen Mola, poczytna autorka kryminalnych powieści okazała się trzema mężczyznami .    Oczywiście zawsze znajdzie się mało rozgarnięta feministka (Beatriz Gimeno), która zamiast przekuć tę sytuację na swój oręż („Patrzcie, trzeba trzech mężczyzn, by stać się jedną kobietą!”) to podnosi twitterowe larum, że padła ofiarą oszustwa, bo czytając sążniste wywiady była przekonana, że udziela ich kobieta.    Spokojnie na to patrzę. Przypominam sobie Dominikę Stec i Jessikę Blair, które per saldo okazały się mężczyznami. Czasem lubię posłuchać piosenki „Poison” Alicji Cooper, którą Barnabas Collins w „Mrocznych cieniach” z 2012 roku nazwał „najbrzydszą kobietą w historii”. Nie widzę w tym problemu.    Wujek Staszek też w tym problemu nie widzi. Mówi mi, że rozmawiał ostatnio z M. Cattelanem i zgodzili się, co do tego, że skoro dzieło jest w porządku, to dlaczego tożsamość artysty miałaby mieć znaczenie?    – Ale rozmaw

Pocztówka z Arrakis

Obraz
 „Diuna” F. Herberta zyskała wreszcie dobrą ekranizację. Nie jestem pewien, czy należy jej się jakiś przymiotnik w stylu „epicka”, czy „wspaniała”, ale jestem pewien, że we właściwy sposób zekranizowano powieść. Oczywiście są odstępstwa, ale godzę się na nie.     Zacząć należy od wymiaru czasowego. Zawsze twierdziłem, że „Diuna” krótsza od sześciu godzin będzie z konieczności słaba. Film trwa dwie godziny i czterdzieści minut. Jest pierwszą częścią. Jeśli druga część będzie miała tyleż samo, mamy pewne szanse na prawidłowy spektakl.     Wizualnie reżyser prowadzi całą opowieść w plastycznej tonacji, która jest melanżem jego stylu znanego z „Blade Runnera 2049” i gry przygodowej „Diuna”, w którą miałem okazję grać zeszłego tysiąclecia, będąc uczniem technikum. Tamta gra nie odniosła sukcesu, gdyż wymagała znajomości książki. Film tego na szczęście nie wymaga – wszystko (lub prawie wszystko) tłumaczone jest po kolei, lub pozostawione do wytłumaczenia w drugiej części. Wracając do obr

Inna Pieśń Niepokorna

Obraz
Jest pieśń, jak żagiel gwiezdny napój. Wielkie skrzydła, wielki wiatr. Dla tych, co pełzać w mule nie chcą, Głowa w górze, sztywny kark. BUDKA SUFLERA „Pieśń Niepokorna” Posuwistym krokiem dowódcy, dwunastego dnia miesiąca maja 1926 roku wkroczył marszałek Józef Piłsudski na Most Poniatowskiego w Warszawie. Po wschodniej stronie, za jego plecami stał oddział wojska, który zdecydował się przyłączyć do puczu, a naprzeciw, po zachodniej stronie mostu, wierny Prezydentowi RP i złożonej przysiędze, stał inny oddział – sformowany z kadetów Oficerskiej Szkoły Piechoty, dowodzony przez dyrektora tej placówki, majora Mariana Porwita.     Na środku mostu nastąpiło spotkanie Piłsudskiego z Prezydentem RP Stanisława Wojciechowskiego. Ponieważ rozmowa się nie kleiła i Wojciechowski most opuścił, Piłsudski zwrócił się do dowódcy obrony, majora Porwita, z żądaniem przepuszczenia go. Padło między innymi pytanie: „Nie przepuścicie mnie, dzieci? Będziecie strzelać do mnie?”.    Dlacz

Beethoven X

Obraz
  Ludwik van Beethoven ( źródło ) Może doszła do Ciebie wiadomość, że 09 października 2021 obchody dwieściepięćdziesiątejpierwszej rocznicy urodzin Ludwiga van Beethovena uświetni prapremiera jego X Symfonii.    Hola, hola! – zawołasz. Przecież ogólnie wiadomo, ze Beethoven skomponował dziewięć symfonii (finałowa „Oda do Radości” tej ostatniej stanowi „hymn” UE). Skąd się wzięła ta nadmiarowa? Zresztą, mowa o prapremierze – gdyby Ludwik ją naprawdę napisał, to chyba przez ćwierć millenium ktoś by ją zagrał?    W tym miejscu muszę się odwołać do beethovenowskiego „starszego kolegi”. Mozart (bo o nim to mowa) także nie dokończył swego wielkiego dzieła, jakim było „Requiem”. Napisał sporą część, lecz dokończyć prace musieli Joseph Eybler i Franz Xavier Süssmayr. M. Forman w swoim słynnym filmie „Amadeusz” (skądinąd świetnym) zamienił ich na kompletnie fikcyjną postać, której nadał nazwisko Antonio Salieriego. Fikcyjną, gdyż historyczny Antonio nie był o Amadeusza zazdrosny, bo w g

Czarna dziura Babel i siły pływowe

Obraz
  Zawsze tracimy jakieś części języka. Gramatyczną liczbę podwójną, czy słowa takie jak tromtadacja , które pojawiają się i giną, basowanie , które opuszcza nas po kilkuset latach, lub bruszenie , które żyje tylko w ciekawostce związanej z „Księgą Henrykowską”. Fa da ha! Porzuć to bez żalu! Można byłoby zawołać za podmiotami lirycznymi staroarabskich kasyd (które też odeszły), gdyby nie fakt, że chyba nam zaczynają uciekać słowa będące całkiem niedawno w normalnym obiegu.    „Zabawa na sto fajerek” - taki frazeologizm znałem ze swojego, wydaje mi się, że całkiem nieodległego, dzieciństwa. Konia z rzędem temu, który wie czym była fajerka i jak się nią można bawić. Drugiego konia z rzędem temu, który wie, czym jest koń z rzędem i dlaczego stał się synonimem wysokiej nagrody. Ale konie i fajerki mają swoje znaczenia, które da się uchwycić.    W szesnastym numerze magazynu „Biały Kruk” (kwiecień-czerwiec2021) , w całości darmowym i ogólnodostępnym w formacie PDF (podobnie do „Histe

Wyroby własne: „O czarcie z jeziora”

Obraz
  Witam Cię po drobnej i niezapowiedzianej (ale też i niespodziewanej) przerwie.     Dzisiejszy post jest jedynie drobną informacją i zachętą, by sięgnąć po kolejny, czterdziesty piąty numer internetowego periodyku poświęconego literaturze grozy, jakim jest magazyn „Histeria”. Całkowicie darmowy, zarówno od strony twórców, jak i czytelników, wydawany co dwa miesiące, zawiera wybór opowiadań należących do szeroko rozumianego horroru.    W tym numerze zamieszczono moje opowiadanie pt. „O czarcie z jeziora”. To drugie opowiadanie po zeszłorocznym „Ostatnim domu przy Cornland Road” . Cały numer do pobrania tu .    Niestety, pani Joanna Widomska nie wykonywała tym razem okładki, więc nie licuje ona tym razem z atmosferą opowiadań. I dlatego ilustracyjnie poprzestanę na innym obrazku. Takie tam z ziomkami na bagnach ( źródło ) Ten śpiew usłyszeliśmy już pierwszego ranka. To znaczy nie wiem, czy była to ta sama pieśń co w czasie ceremonii. Podejrzewam, że nie. To brzmiało rac