Posty

W Królestwie Zachodzącego Słońca

Obraz
     Pisząc tego posta jeszcze nie do końca mogę się otrząsnąć z wrażenia nierzeczywistości ostatniej doby. I takie chyba winno być to doznanie – misteryjne, pozarealne, przenikające do szpiku duszy.    Ja wiem, że koncert Dead Can Dance to nie Eleusis, ani nawet spektakl Gardzienic, ale jednak, gdy zabrzmiały pierwsze tony utworu „Yulunga” i Lisa Gerrard zaczęła śpiewać, przeszły mnie dreszcze, jakich nie dostarczy mi nigdy żaden ASMR. Ale od początku.   Jak widać z oryginalnej daty na bilecie, cierpliwość jest cnotą...   Nie bywam ostatnio na koncertach. Też prawda, że koncerty się ostatnio nie odbywały zbyt często. Dmuchając więc na zimne przybyłem do łódzkiej Areny zdecydowanie przed czasem i to całkiem celowo. Zebrany na godzinę przed otwarciem obiektu tłumek wydał mi się cokolwiek zabawny. Były wytatuowane typy, ogolone i z brodami, w czapeczkach, kapturach, krótkich spodniach, dziwnych gaciach przypominających piżamy, dziewczęta z kolczykami i piercingami rozsianymi po t

Opowieści alternatywne

Obraz
Czym jest historia alternatywna, tego nie muszę chyba tłumaczyć.      Dla porządku wspomnę tylko, że nazywamy tak opowieści w której znane nam dzieje potoczyły się inaczej niż znamy to z historii. Dobrymi przykładami mogą być „Człowiek z Wysokiego Zamku” Philipa K. Dicka, wspominany przeze mnie tu „Gotyk” Jacka Dukaja , czy moje „Kolibry w labiryncie”, jeśli komuś chciało się je czytać.      Sprawa jest czysta: mamy historię i zastępujemy ją fabułą. Wszyscy to akceptują. A jeśli fabułę (np. homerycką „Iliadę”) zastąpimy inną fabułą? Na przykład taką, w której Hektor pokonuje Achillesa? Achajowie przegrywają i muszą zmykać jak niepyszni do swoich kamiennych domów? Dziwne?      Czemu? Wróćmy do źródłowej definicji: historia alternatywna to taka, gdzie historię zastępujemy fabułą. Ale należy zwrócić uwagę na posługiwanie się pojęciami, jak tego uczy się na pierwszym roku historii: „dzieje” to szereg faktów, które faktycznie miały miejsce, zaś „historia” to opowieść o nich,

Śpiulkolot a sprawa polska

Obraz
Młodzieżowym słowem roku 2021 w plebiscycie PWN został śpiulkolot . W internetach szambo wywaliło jak większy gejzer na Islandii.   ( źródło )   Nie zamierzam przeprowadzać tu analizy socjologicznej dotyczącej kto głosował na to słowo, dlaczego podobało się millenialsom, za to młodzież nie chciała głosować, ani czy ten plebiscyt ma sens. Zamierzam powiedzieć o sobie. Egocentryk, jak zawsze, prawda?    Gdy zobaczyłem pierwszą dziesiątkę słów przed finałem, to od razu wskazałem na „śpiulkolot”, bo z całego zbioru ( naura, cringe , sus, twoja stara, essa ) było najbardziej kreatywne. W dodatku niektóre z tych słów są już chyba schyłkowe względem ich popularności w poprzednich latach (jak cringe i sus ), a taką twoj ą star ą , to – parafrazując bohaterów epizodu filmu „Hi-Way” - chyba jeszcze ich starzy do sieci na liczydle puścili. Wystarczy sprawdzić kiedy Łukasz Jedynasty nakręcił film „Twoja Stara, Baśń”, który na samym YT obecny jest już od dziewięciu lat. Na początku tego roku

O wykręcaniu ludziom numerów

Obraz
„Wykręcić komuś numer” to inaczej sprawić kłopot. Jakie jest pochodzenie tego związku frazeologicznego, to temat na inną rozmowę. Tematem dzisiejszego postu jest przedstawienie jak fikcyjne numery telefoniczne uprzykrzają ludziom życie.     Być może słyszeliście kilka miesięcy temu o problemie numeru z serialu „Squid game”. W pierwszych odcinkach pojawia się tam wizytówka tajemniczej organizacji, która oferuje grubą gotówkę w zamian za wygrane w dziecięcych grach. Oglądając ten serial w wersji obecnej, można zwrócić uwagę, że numer jest sześciocyfrowy. Długość, która byłaby wystarczająca w przypadku Monako czy Bhutanu, zdecydowanie nie przystaje do Korei Południowej. Otóż ten numer musiał zostać wyedytowany cyfrowo po rozpoczęciu emisji filmu. Oryginalnie numer był ośmiocyfrowy. Gdy dodało się do niego prefiks koreańskiej sieci komórkowej: 010, utworzyć można było pełen numer telefoniczny… który należał do pewnej kobiety niezwiązanej z filmem. Kobieta ta została zbombardowana tysiącam

Konkluzja wujka Staszka #12: Pseudonimy

Obraz
  Ostatnimi czasy media próbowały zrobić szum wokół tego, że Carmen Mola, poczytna autorka kryminalnych powieści okazała się trzema mężczyznami .    Oczywiście zawsze znajdzie się mało rozgarnięta feministka (Beatriz Gimeno), która zamiast przekuć tę sytuację na swój oręż („Patrzcie, trzeba trzech mężczyzn, by stać się jedną kobietą!”) to podnosi twitterowe larum, że padła ofiarą oszustwa, bo czytając sążniste wywiady była przekonana, że udziela ich kobieta.    Spokojnie na to patrzę. Przypominam sobie Dominikę Stec i Jessikę Blair, które per saldo okazały się mężczyznami. Czasem lubię posłuchać piosenki „Poison” Alicji Cooper, którą Barnabas Collins w „Mrocznych cieniach” z 2012 roku nazwał „najbrzydszą kobietą w historii”. Nie widzę w tym problemu.    Wujek Staszek też w tym problemu nie widzi. Mówi mi, że rozmawiał ostatnio z M. Cattelanem i zgodzili się, co do tego, że skoro dzieło jest w porządku, to dlaczego tożsamość artysty miałaby mieć znaczenie?    – Ale rozmaw

Pocztówka z Arrakis

Obraz
 „Diuna” F. Herberta zyskała wreszcie dobrą ekranizację. Nie jestem pewien, czy należy jej się jakiś przymiotnik w stylu „epicka”, czy „wspaniała”, ale jestem pewien, że we właściwy sposób zekranizowano powieść. Oczywiście są odstępstwa, ale godzę się na nie.     Zacząć należy od wymiaru czasowego. Zawsze twierdziłem, że „Diuna” krótsza od sześciu godzin będzie z konieczności słaba. Film trwa dwie godziny i czterdzieści minut. Jest pierwszą częścią. Jeśli druga część będzie miała tyleż samo, mamy pewne szanse na prawidłowy spektakl.     Wizualnie reżyser prowadzi całą opowieść w plastycznej tonacji, która jest melanżem jego stylu znanego z „Blade Runnera 2049” i gry przygodowej „Diuna”, w którą miałem okazję grać zeszłego tysiąclecia, będąc uczniem technikum. Tamta gra nie odniosła sukcesu, gdyż wymagała znajomości książki. Film tego na szczęście nie wymaga – wszystko (lub prawie wszystko) tłumaczone jest po kolei, lub pozostawione do wytłumaczenia w drugiej części. Wracając do obr

Inna Pieśń Niepokorna

Obraz
Jest pieśń, jak żagiel gwiezdny napój. Wielkie skrzydła, wielki wiatr. Dla tych, co pełzać w mule nie chcą, Głowa w górze, sztywny kark. BUDKA SUFLERA „Pieśń Niepokorna” Posuwistym krokiem dowódcy, dwunastego dnia miesiąca maja 1926 roku wkroczył marszałek Józef Piłsudski na Most Poniatowskiego w Warszawie. Po wschodniej stronie, za jego plecami stał oddział wojska, który zdecydował się przyłączyć do puczu, a naprzeciw, po zachodniej stronie mostu, wierny Prezydentowi RP i złożonej przysiędze, stał inny oddział – sformowany z kadetów Oficerskiej Szkoły Piechoty, dowodzony przez dyrektora tej placówki, majora Mariana Porwita.     Na środku mostu nastąpiło spotkanie Piłsudskiego z Prezydentem RP Stanisława Wojciechowskiego. Ponieważ rozmowa się nie kleiła i Wojciechowski most opuścił, Piłsudski zwrócił się do dowódcy obrony, majora Porwita, z żądaniem przepuszczenia go. Padło między innymi pytanie: „Nie przepuścicie mnie, dzieci? Będziecie strzelać do mnie?”.    Dlacz