Posty

Pokażemy ci zabawę w garści pyłu

Obraz
Pisałem już o tym, jak T. S. Eliot opisał kwiecień jakonajokrutniejszy z miesięcy . I znów mamy kwiecień, i jakimś dziwnym przypadkiem natknąłem się na obraz, w którym przecięły się drogi słów tego poety i wyobraźni, w której swe miejsce ma fantastyczne miasteczko Night Vale , o którym także wspominałem.     Cała rzecz zaczyna się od cytatu z Eliota: Pokażę ci strach w garstce popiołu. T. S. Eliot „Ziemia jałowa, cz.: Grzebanie umarłych” tłum. Cz. Miłosz Jest to jedno z tych zdań, które u wielu ludzi powodują ciarki na plecach, o czym świadczy także komentarz Vespery. A teraz przechodzimy do fan-artu, który pewnej nocy znalazłem przypadkiem szukając obrazów o tematyce związanej z Night Vale. Pokażemy ci zabawę w garści pyłu! Autor: Jessica Hayworth ( źródło ) Faktycznie zdanie takie pojawiło się w czterdziestym epizodzie podcastu „Welcome toNight Vale” , gdzie gospodarz programu cytuje Madeleine LeFleur, przewodniczącą Rady Turystyki Night Va...

Bańki pełne lemingów

Obraz
Jesienią 2014 roku kanadyjska wersja serwisu iTunes w wyniku błędu „opublikowała” rzekomy utwór Taylor Swift pt. „Track 3” („Ścieżka 3” lub „Utwór trzeci”, jak wolisz), którego zawartością było jedynie osiem sekund białego szumu.     I pewnie nie byłoby o czym pisać, gdyby nie fakt, że bardzo szybko utwór ten osiągnął czołowe miejsce na liście najlepiej sprzedających się piosenek tamtejszej filii serwisu. Sprzedających. Bo za prawo do jego wysłuchania należało zapłacić ponad dolara. Pisano o tym dość dosadnie w Time , w Altpress i Slash Gear . Niczym refren pojawia się refleksja, że fani TS kupią absolutnie wszystko, co będzie sygnowane przez ich idolkę. No cóż, życie. Nic nowego.     Zastanowił mnie jeden aspekt tego zdarzenia: Dlaczego fani wybierali ten właśnie kawałek spośród kilku utworów, które tamtego dnia się pojawiły (m. in. „Welcome to New York”, opublikowany w tym samym czasie i znajdujący się na podium za feralnym „Track 3”)? Dlaczego...

Skoro Kordian zawiódł…

Obraz
Że Słowacki wielkim poetą był, przekonywał już profesor Pimko sto lat temu. Że Dukaj wielkim pisarzem jest, to chyba nie wymaga przekonywania nikogo. Nie wymaga, bo ci, którzy go cenią, już to wiedzą, zaś ci, którzy go nie lubią, nie powinni być zmuszani do zmiany przekonań. Przynajmniej nie grozi im to póki Dukaj nie wejdzie do kanonu lektur.    Słowackiego, o ile mnie pamięć nie zawodzi, we wspomnianym kanonie reprezentuje garść dziwnie dobranych wierszy, „Balladyna”, w zakresie rozszerzonym „Lilla Weneda”, ale przede wszystkim Kordian, jako przykład bohatera romantycznego. Czując jakiś szacunek do sprawności warsztatowo-językowej Słowackiego nie potrafiłem nigdy zdzierżyć Kordiana jako bohatera. Może ja go jednak nie rozumiem? Angstujący nastolatek, który angażuje się w rozmaite awantury miłosne, zwiedza Europę i na szczycie Mont Blanc przechodzi przemianę, po której angażuje się w spisek, idzie zabić cara i pada zemdlon na progu carskiej sypialni. No, wzorem skutecznośc...

Spacerując ulicą Krokodyli

Obraz
„Ulicę Krokodyli”, animację braci Quay z 1986 roku miałem okazję zobaczyć po raz pierwszy gdzieś w drugiej połowie lat 90. Nie wiem, czy to w telewizji publicznej, która przeżywała wtedy stulecie sztuki kinowej, zamiast benefisów gwiazd muzyki biesiadno-weselnej, czy też na jakiejś zajechanej kasecie VHS, dwunastej kopii tego, co Gutek Film wypuszczał na rynek wypożyczalni wbrew kramiarskiej logice, że tylko seks i przemoc przyniosą zysk. Kadr z filmu Ulica Krokodyli (1986, reż. T. i S. Quay) Film mnie zaintrygował. Coś tam, ktoś tam przebąkiwał, że Schulz, że „Sklepy cynamonowe”. Ale ja byłem wówczas uczniem technikum, której to szkoły nie było stać intelektualnie na przerabianie Schulza. Głównie z uwagi na ubóstwo intelektualne jej uczniów.     Zupełnie nie znając zatem tekstu ani kontekstu filmu obserwowałem fantasmagoryczną przygodę lalkowego dżentelmena, który przemieszcza się w ciemnych, klaustrofobicznych przestrzeniach, by spotykać inne lalki. Inne...

Jednym zdaniem

Obraz
Nim pokażę Ci, jak się jednym zdaniem ukazuje złożoność problemów społecznych, winieniem jest wytłumaczenie, choćby bardzo pobieżne, czym była instytucja konstabla.     Otóż jeszcze średniowiecznej tradycji (a dokładnie dekretowi Edwarda Długonogiego, którego tak znienawidziliśmy po filmie „Braveheart”) zawdzięczamy najniższy urząd, który można określić mianem policyjnego, czyli właśnie konstabla. Konstablami zostawali przedstawiciele lokalnej społeczności, którzy pełnili funkcje porządkowe, a do ich szczególnych zadań należało m.in. ściganie zbiegłych więźniów. O ile w miastach temat straży i konstabli był uregulowany i ich obecność była wymagana, to na terenach wiejskich pełnili oni funkcje bez mała dekoracyjne. Nie byli specjalnie umundurowani, ani uzbrojeni, a wyróżniała ich jedynie opaska na ramię i pałka z królewskim godłem. I – co ważne – nierzadko uchylali się jak mogli od pełnienia tej funkcji, to też król Karol II w 1673 roku w swojej ustawie przewidział dla ta...

"Pułapka na minotaury"

Obraz
No i stało się.     Trochę chciałbym Ci wytłumaczyć się z mojej dwuletniej nieobecności. Robiąc ileś rzeczy naraz (boć z blogowania się w moim przypadku nie żyje) dotarłem do miejsca, w którym musiałem odpuścić niektóre formy aktywności. M. in. blogowanie, które, jak zauważyłem, stało się nieco wysilone. Skoro nie muszę, to po co robić coś byle jak i bez serca?     Dwa lata mnie nie było. Przez ten czas kończyłem pisanie opowiadań, dobierałem je, układałem na swoich miejscach, a przede wszystkim redagowałem we współpracy z nieocenioną panią Teresą Leśniak. Musiałem trochę tez nauczyć się o składaniu ebooków formacie EPUB, poznać arkana nadawania numerów ISBN i dopełnić pewnych formalności w moim miejscu zarobkowania.     Teraz mogę już zaprezentować gotowy wytwór – zbiór opowiadań pod tytułem „Pułapka na minotaury”. O czym to jest? Wyobraź sobie. Wyobraź sobie, że przeczytana książka może zmienić Twój świat. Dosłownie. Wyob...

Konkluzja wujka Staszka #11: Antagonizm

Obraz
Na ostatnio odkrytej przeze mnie stronie kwantowo.pl przeczytałem artykuł pt. „Z wykładu Hellera: Jak usprawiedliwić historię Wszechświata?”. Prof. Michał Heller, jeden z najważniejszych astrofizyków naszych czasów, przy okazji prezbiter kościoła rzymsko-katolickiego (czy ktoś jeszcze pamięta Teilharda de Chardin ?...), często prowadzi wykłady, w których ukazuje astrofizykę od nietypowej dla tej nauki strony. Wykład, o którym artykuł traktuje, nosił tytuł „Od Wielkiego Wybuchu do Gułagu”. Poruszenie – niebanalne, poważne, zastanawiające – zagadnień łączących historię Wszechświata i rozważania o miejscu człowieka w tej historii wymaga, jak przyznasz, odwagi i wiedzy zdecydowanie większych niż przeciętne. Mnie zastanowił szczególnie fragment, w którym autor strony cytuje pytanie, które padło po wykładzie, niezwiązane bezpośrednio z jego tematem: - Co powiedziałby ksiądz profesor osobom, które starają się oddzielić naukę od religii? - Niech oddzielają. Kwantowo.pl „Z wykładu H...